Dziękuję nie wystarczy – czyli jak inni próbują przejąć kontrolę…

Niektóry ludziom nie wystarczy dziękuję, oni robią coś dla Ciebie aby przejąć
kontrolę nad Twoim życiem.

Miałam dziś pisać na zupełnie inny temat. Jednak nie daje mi spokoju tematyka
pomocy innym i kwestia podziękowań.

Nie wiem jak Ty ale ja wielokrotnie w swoim życiu słyszałam o tym, jak to bardzo ktoś komuś pomógł i nie doczekał się podziękowania. Ale czy właśnie tak jest? Cz tu chodzi tylko o chęć usłyszenia tego magicznego słowa dziękuję?

Coraz bardziej tkwię w przekonaniu, że chodzi o coś więcej. Powiem bez ogródek: o kontrolę, o wejście z butami w Twoje życie, o karmienie swojego ego i pokazanie wyższości nad osobą potrzebująca. Dla takich osób słowo dziękuję nic nie oznacza, oni chcę patrzeć jak łamiesz się, jak prosisz o więcej lub jak definiujesz się, jako kogoś słabszego, gorszego, mniej wartościowego.

Co ty byś be ze mnie zrobił? Be ze mnie jesteś nikim! Kto by inny chciał ci pomoc?  Jesteś niewdzięczny! Ja dla ciebie tyle zrobiłem, a ty co? Tak mi się odpłacasz? – Znajome słowa?  Funkcjonujące nie tylko w biznesie, w pracy, pomiędzy uczniem a nauczycielem ale i w rodzinie. Sława niszczące poczucie wartości drugiego człowieka, podcinające skrzydła, słowa okazujące pozycję w szeregu– mam nad tobą przewagę, mam nad tobą władzę, teraz mi podlegasz!

Gdy to piszę to, aż mnie ciarki przechodzą, niedowierzam, że tak okrutny jest człowiek dla człowieka i to pod maską ofiarodawcy, a jednak!

I zastanawiam się, czy ludzie naprawdę nie umieją pomagać, ot tak, bezinteresownie? Bez oczekiwania, że ta druga strona będzie kłaniać się w pas do końca życia i okazywać swoją wdzięczność do ostatnich dni? Czy w ludzkiej naturze leży coś za coś?

Jeśli pomagają rodzice w wychowaniu dziecka, czy to oznacza, że mają wskazywać drogę jego edukacji? Czy mają prawo wówczas mówić, co jest dobre a, co złe i jaką matką lub ojcem powinieneś być? Czy mają prawo oczekiwać absolutnego podporządkowania się?

Czy w zamian za pomoc należy zrezygnować ze swoich przekonań, tylko po to aby zadowolić drugą stronę?

Ja tyle dla ciebie zrobiłem, ja tak ci pomogłem, ja tyle poświęciłem! Jak na ta mocne argumenty odpowiadać? Jeśli wzruszysz ramionami to usłyszysz te slogany z jeszcze  mocniejszym nasileniem, zostaniesz uznany za niewdzięcznika, za osobę bez zasad moralnych.

Ale zastanawiając się głębiej to kto jest tu pozbawiony empatii? Osoba dająca i
wymagająca podporządkowania czy ta, która przyjęła pomoc, podziękowała i dalej żyje według własnych reguł? Czy samo słowo dziękuję straciło na wartości? Skoro świat pędzi do przodu i chcemy wszystkiego coraz więcej to za niesienie pomocy też oczekujemy w nadmiarze? A może to mi się tylko tak wydaje? Może normą jest, że przyjęcie pomocy równa się z uległością i koniec, kropka!

Aby nie wplątać się w sieć to jedyną opcję jest nie proszenie o pomoc? A może
należy wcześniej uprzedzić, że moja wdzięczność zakończy się na jednym słowie dziękuję. I chociaż w sercu będę o tym pamięć, to pozostanę sobą?

Naprawdę musimy podlegać aż takiej kontroli, w obawie przed nadmiernymi oczekiwaniami darczyńcy?

Inne pytanie brzmi: jak wyzbyć się przekonania, że druga strona ma wręcz obowiązek odpłacić się za przysługę? Jak nauczyć się dawać i nie oczekiwać nic w zamian? Bo o ile nie mamy wpływu na drugą osobę ( nie zawsze możesz wiedzieć, czego wymagać będzie w dalszym czasie darczyńca) o tyle możemy zacząć zmianę od siebie.

Szczerze mówiąc sama kiedyś miałam z tym problem. Fakt, że nie wtrącałam się
do cudzego życia, pomogłam, dałam, bo tak chciałam, ale brakowało mi tego czegoś, tym czymś było pamiętanie o tym, że byłam gdy dana osoba mnie   potrzebowała. Wydawało mi się to z jednej strony takie ludzki, ale z biegiem lat
doszłam do jednego przekonania, daję i pomagam ponieważ czuję taką potrzebę
z poziomu serca. Ponieważ niesienie pomocy mnie uszczęśliwia, robię to ponieważ uszczęśliwi to drugą stronę.

Nie łatwo było pozbyć się zakorzenionego schematu myślowego, ale znalazłam
rozwiązanie. Rozwiązanie, które też wypływa z poziomu serca.
To wdzięczność.

(Odczuwając wdzięczność nie jesteś w stanie mieć w głowie destrukcyjnych myśli. Szczególnie polecam spacer wdzięczności, na przykład boso po trawie.
Bardzo pomaga w momencie zwątpienia, w chwilach zdenerwowania i nadmiernego oczekiwania. Sama stosuję go w trakcie biegania i tuż przed zaśnięciem, działa relaksująco ale też motywująco.)

Nauczyłam się być wdzięczna za to, że mogłam zaistnieć w życiu drugiego człowieka, za to, że mogłam pomóc i puszczam. Pozwalam innym cieszyć się z tej pomocy bez zamartwiania się i szukania odpowiedzi na pytanie: jak ci się odwdzięczę? Zrozumiałam, że tylko wówczas druga osoba może się z tego radować, że wówczas nie czuje się przytłoczona, że tylko wtedy ta pomoc owocuje, wtedy rozwija skrzydła i wówczas człowiek naprawdę umie wykorzystać to, co otrzymał.

Bo czy o to w niesieniu pomocy nie chodzi? Czy nie jest to sedno tego pięknego gestu?

Dla mnie największym podziękowaniem jest patrzeć, jak ludzie wokół mnie się rozwijają, jak tworzą swoje życie doskonalszym. Patrzeć na ich uśmiech i tą iskrę w oku.

Jestem wdzięczna osobom, które zainspirowały mnie do nakreślenia tych kilku
słów.

Pozdrawiam serdecznie, Wioletta Klinicka

Polecane artykuły