Dzieci a rozwód

Może miałam szczęście w nieszczęściu z związku z tym, że ojciec dziecka nigdy się o nie nie troszczył. Nigdy nie zapytał, czy nasz syn czegoś potrzebuje, czy jest zdrowy itp. Patrzę na małżeństwa, które wspólnie wychowują dzieci i nie potrafię zrozumieć, dlaczego na oczach dzieci wzajemnie podważają swój autorytet. Zaczyna się od prostych spraw, gdy to matka czegoś zabrania, a ojciec głośno sprzeciwia się jej decyzji, gdy stoją przed wyborem kary lub pobłażania dziecku za niegodny czyn, a kończy na tym, że jeden rodzic po kątach mówi źle o drugim rodzicu. W trakcie rozwodu i po rozwodzie jest jeszcze gorzej. Rozpoczyna się gra i tu znowu mogę powiedzieć, że miałam „szczęście”, bo nikt mojego syna nie chciał, nikt nie kłócił się ze mną o alimenty, ponieważ ich nie płacił, nikt nie twierdził, że żądam za dużo czy za mało, nikt nie spierał się o wolne weekendy, o wybór obozu letniego czy zimowego, o to, kto z dzieckiem pójdzie na dodatkowe zajęcia.

Ja nie musiałam zabiegać o względy dziecka, robić wszystkiego, aby to ze mną chciało spędzać więcej czasu, narzekać na eks, wyszukiwać w pamięci faktów, które osłabiałyby jego rodzicielską pozycję. Jedyną trudnością było wytłumaczyć dziecku, dlaczego ojciec je zostawił, dlaczego go nie odwiedza, dlaczego nie gra z nim w piłkę, nie chodzi na wywiadówki i nie tuli do snu. Dlaczego to on jest pozbawiony miłości drugiego rodzica. Ja musiałam tylko wytłumaczyć synowi, że to nie o niego chodzi, że ojciec może by go odwiedzał, ale przestał mnie kochać, mój syn natomiast nic złego nie zrobił.

Poczucie winy. Ludzie czytają o tym w książkach, oglądają filmy, oburzają się, gdy wiadomości podają informacje o kolejnej liczbie rozbitych rodzin, i wierzą, że to przytrafia się innym, że inni nie mieli wystarczających powodów, aby w sądzie walczyć o prawa rodzicielskie, że powinni osiągnąć kompromis, bo jedyną osobą skrzywdzoną jest dziecko. W tym samym momencie w pokoju dziecięcym śpi syn lub córka, których dręczy poczucie winy za rozpad małżeństwa rodziców. Jednak ich rodzice uważają, że mieli powody, podstawy do usunięcia drugiej połowy w cień życia dziecka. Podatne na wpływy dziecko, które chłonie informacje jak gąbka, zaczyna wierzyć, że ojciec tak bardzo ich skrzywdził tym, że znalazł sobie inną żonę, że jest to niewybaczalne i trzeba go odizolować. Czasami w poczuciu takiej krzywdy dzieci dorastają, później wychowują swoje dzieci, a nawet z tą drzazgą w sercu w późnej starości umierają. Niekiedy bywa tak, że jako nastolatkowie szukają kontaktu z odepchniętym rodzicem i po rozmowie z nim zaczynają wręcz nienawidzić osoby, która ich przez wiele lat wychowywała. Czasami rodzice złoszczą się na dzieci i robią im awantury za to, że stały się nagle dorosłe i same chcą decydować, z kim i gdzie będą się kontaktować. I przyznam, że nie znam osobiście żadnej rozwiedzionej pary, która kierowałaby się dobrem dziecka. Uważam, że zbyt często dzieci są wykorzystywane jako karty przetargowe do osiągnięcia egoistycznego celu przez jedno albo oboje rodziców. Mało tego, uważam, że system prawny nie robi nic, aby wspomóc prawidłowy rozwój dziecka. Sądy szastają na lewo i prawo odbieraniem praw rodzicielskich. Nakazem płacenia alimentów zatykają dziury w sercu dziecka, które nawet nie pojmuje, że pieniądze mogą zastąpić wspólny spacer po obiedzie. Wielu rodzicom jest to na rękę. Tylko raz w miesiącu klikną na stronie banku „zapłać” i czas mogą poświęcać wyłącznie sobie. Nie muszą wstawać w nocy, zmieniać pieluch ani kłócić się z nastolatkiem o zbyt późny powrót do domu. Co by było, gdyby sąd nagle wprowadził nakaz spędzania czasu z dzieckiem? Wyznaczone dni i godziny oraz rodzaj spędzonego czasu? Ile osób musiałoby nagle wziąć odpowiedzialność za swoje dziecko? Czy rodzic, z którym dziecko mieszka, zniósłby fakt, że dobrze bawi się ono w towarzystwie eks? Czy dziecko spokojnie mogłoby opowiadać o spotkaniu z byłym partnerem, a ty dzieliłabyś z nim euforię, i czy potrafiłabyś być dumna z byłego męża?

Czasami ojciec lub matka to domowi tyrani. Odizolowanie od dziecka jest wręcz konieczne. Nie oznacza to jednak, że dziecko nie potrzebuje miłości rodziców. Może dobrym rozwiązaniem byłaby dla takiego ojca czy matki, jak również dla pozostałych członków rodziny, przymusowa terapia? A pół roku później wprowadzenie obowiązkowych spotkań dziecka z rodzicem, naturalnie pod ścisłym nadzorem, w wyznaczonym miejscu i w obecności kuratora? Masz prawo się ze mną nie zgadzać, bo ja miałam to „szczęście”, że obaj moi mężowie odrzucili mojego syna, tylko czy mój syn mógł coś podobnego powiedzieć? Wiele razy powtarzał mi, że jestem najlepszą mamą na świecie i nie potrzebuje ojca, ale ja wiem, że wyrażając się w ten sposób, bronił swojego poczucia ważności, wartości i utwierdzał się głośno w fałszywym przekonaniu, robił to podświadomie, aby sobie ulżyć, by nie myśleć o bólu, jaki mu sprawili.

Rodząc swojego syna, wiedziałam, że narażam się na samotne jego wychowywanie, ale miałam ogromną nadzieję, że będzie inaczej. Odchodząc od drugiego męża, który był z moim synem 12 lat, wierzyłam, że pozostaną w stałym kontakcie. Oniemiałam, gdy mój eks powiedział, że nie mam prawa zmuszać go do kontaktu z Maciejem. Powinnam to przewidzieć, powinnam wiedzieć, że mój były mąż jest zbyt wygodny, aby po rozstaniu żyć w poczuciu odpowiedzialności za mojego syna. Nie mam do niego żalu, ale bardzo mi przykro, że nie mogę być z niego dumna i nie mogłam być świadkiem radości swojego syna z faktu posiadania ojca.

Rozerwane serce dziecka, złamana psychika, obniżone poczucie wartości, poczucie odrzucenia. Jestem gorszy, nikt mnie nie chce, jestem jak kaleka, której brakuje nie tylko jednej ręki czy nogi, ale połowy życia, połowy uczuć, połowy emocji, doświadczeń. Jeśli któryś z rodziców twierdzi, że jest w stanie zastąpić dziecku drugiego rodzica, tkwi w błędzie. I czas zastanowić się nad tym, jaką treścią tak naprawdę wypełniony jest slogan „dla dobra dziecka”.

Pamiętam jak dziś, gdy mój syn powiedział: „chciałbym o tym porozmawiać z tatą, a nie z tobą” – uśmiechnął się do mnie serdecznie. Odpowiedziałam: „wiem, kochanie, ale nie masz wyjścia, mów, ja cię wysłucham”. Chodziło o inicjację seksualną z jego dziewczyną – on nieśmiało zaczął mówić, a mi po raz kolejny pękało serce.

Wiele lat wcześniej pękło po raz pierwszy. To było wtedy, gdy mój syn chodził do przedszkola. Pani rozdała dzieciom duże arkusze szarego papieru, na których rysowały one, co w wolnych chwilach robią ze swoimi ojcami. Na arkuszu swojego syna odnalazłam tylko jego fantazje. Łzy spłynęły mi mimowolnie po policzku, nie zdążyłam ich ukryć, gdy podbiegł do mnie Maciej: „Mama, dlaczego płaczesz?”. „Z radości” – odpowiedziałam.

Prosiłam swoich dwóch mężów, aby nie odrzucali Macieja – niestety żaden z nich nie stanął na wysokości ojcowskiego zadania. Ja nie byłam w stanie zastąpić synowi taty, nie byłam też osobą umiejącą wybrać ojca dla swojego dziecka.

Czasami zaślepieni miłością do nowo poznanej osoby nie dostrzegamy istotnych jej wad, kierujemy się nadzieją, pomijając istotne fakty. Przez siedem lat od rozwodu wiele godzin poświęciłam na przemyślenie tej kwestii, starałam się wypełnić lukę w życiu mojego syna – niestety bezskutecznie.

Mój syn Maciej 19 grudnia 2019 roku odszedł z tego świata, nigdy nie poznawszy, czym jest miłość ojcowska.

Z dedykacją dla Macieja – mama.

Polecane artykuły