Do czego służy rozwój osobisty?

A gdybym się inaczej zachowywała, gdybym się starała zrozumieć, iść na jakiś kompromis, na większy kompromis? Gdybym była bardziej cierpliwa, dała nam więcej czasu, czy wówczas mój dwunastoletni związek trwałby do dziś? Tak, tego jestem pewna. Mam takie wewnętrzne przekonanie, że do dziś byłabym jego żoną – tylko czy szczęśliwą?

Cały ten rozwój osobisty, zmiany, których chcemy, o których marzymy, ta eliminacja nawyków myślowych i zachowawczych, umiejętność podejmowania trafnych decyzji, reorganizacja siebie i swojej energii w czasie – jak bardzo to wszystko dziś wydaje mi się błędnym kołem. Manipulacją, kształtowaniem i wyspecjalizowaniem się w robieniu ludziom wody z mózgu, żeby tylko zarobić na ich naiwności. Misterne kamuflowanie chęci zwiększenia dochodu w rozwoju duchowym, akceptacja, tolerancja własnych potrzeb i zmiana oczekiwań. Przez ostanie siedem lat poznałam niewiele osób, które chciałyby pomóc tak po prostu, bez zobowiązań. Nawet pomoc w kształtowaniu karmy motywowana jest chęcią zysku. Pisanie przeze mnie książek, e-booków, artykułów jest podyktowane chęcią zysku. Ale z drugiej strony, czy szewc reperowałby ci buty tylko za uśmiech i słowa wdzięczności? No, może gdybyś mu wpadła w oko… 😉

Mój dobry kolega, który zajmuje się tworzeniem stron internetowych, powiedział kiedyś, że czynność, którą wykonał, zajęła mu 15 minut, a zarobił 100 euro. Uśmiechnął się przy tym kpiąco, jednak ten uśmiech przeszedł w zadumę, gdy mu powiedziałam, że na te 100 euro pracował 5 lat na studiach, poświęcił lata praktyki i wyłożył pieniądze na swój proces kształcenia.

No cóż, można przeklinać zjawisko konsumpcjonizmu, jednak ono było, jest i będzie. I należy w siebie inwestować, rozwijać się i próbować siebie uszczęśliwiać. Tylko trzeba to zrobić mądrze, z głową na karku, a nie jak ja: wpakować się w długi tylko dlatego, by nie pogrążyć się w depresji. No właśnie: czy wiesz, dlaczego nie żałuję i nie rozpaczam w związku z utratą prawie 50 tysięcy złotych, których notabene nie miałam, a które wydałam na rozwój osobisty i duchowy?

Odpowiedź jest banalnie prosta: na tamtą chwilę to była jedyna dobra decyzja. Jedyne wyjście, jakie umiałam dostrzec, jedyna szansa, którą umacniałam poprzez oczekiwania. Ale niestety oczekiwania doprowadziły mnie do zguby.

Przed rozwodem nigdy nie słyszałam o rozwoju osobistym. Nigdy nie interesowałam się rozwojem duchowym. Nie miałam pojęcia o tym, że można medytować i że spokój umysłu to największe szczęście. Tak sobie żyłam, zawsze chcąc czegoś więcej, niż aktualnie miałam: więcej pieniędzy, więcej zabawy i więcej miłości. Goniłam za czymś, co często po uzyskaniu tego nie cieszyło mnie tak, jak się wcześniej spodziewałam.

Po rozwodzie, nie chcąc cierpieć jak po rozpadzie pierwszego związku, postanowiłam szukać pomocy. Niestety w pewnym momencie trafiłam na coacha, który wbił mi do głowy, że ja chcę być trenerem i ukończyć właśnie jej szkołę. Moje oczekiwania zostały rozbudzone i uwierzyłam, że mogę nie tylko nieść pomoc innym, ale przy tej okazji być cholernie niezależna finansowo, a nawet obrzydliwie bogata. I tu niektórzy mogą się zdziwić: tak też się stało – nie jestem obrzydliwie bogata, ale niezależna finansowo.

Spotykamy czasami ludzi, którzy wykorzystują moment naszego rozchwiania emocjonalnego, kiedy znajdujemy się pod wpływem dopiero co minionych traumatycznych wydarzeń i nie możemy racjonalnie kalkulować, chwilę zagubienia tożsamości i brak możliwości obiektywnej oceny rzeczywistości, poczucie utraty wiary w siebie, przygnębienie… I okazuje się, że czasami tacy ludzie są dla nas najlepszymi nauczycielami. I nie jest to kolejny slogan mający na celu zachęcić cię do czytania tego, co piszę, i kupowania moich książek. To moje doświadczenie, moja historia, historia wielu osób, które bardzo często skupiają się nie na korzyściach płynących z przeszłości, lecz na stratach.

Zanim rozpoczęłam szkołę trenerów, założyłam swojego pierwszego bloga. Na początku nie wiedziałam, o czym chcę pisać. Pisałam o wszystkim i o niczym, żeby w pewnym momencie uświadomić sobie, że największą frajdę sprawia mi pisanie o miłości – co moja późniejsza „mentorka” wybiła mi z głowy, gdyż według niej nie wypada, aby coach z klasą pisał o relacjach damsko-męskich, a już na pewno nie o tych intymnych. Idąc za radą mądrzejszych od siebie, zarzuciłam temat, który na zjazdach uczestników szkoły trenerów (gdy wypowiadałam się na temat spraw intymnych) najbardziej ożywiał i rozśmieszał.

Po trzech miesiącach uczestniczenia na zajęciach zrozumiałam, że cała wizja, którą roztoczyła przede mną właścicielka szkoły, ani nie była wizją moją, ani dochodową. I chociaż wiedziałam już, że jestem na minusie, postanowiłam szkołę ukończyć i zapłacić każdą złotówkę za uczestniczenie w niej – i to już była moja świadoma decyzja. Trudno wytłumaczyć ten fakt, bo mogłam to przerwać i trochę zaoszczędzić. Może jednak gdzieś tam, głęboko we mnie, tliła się nadzieja, że coś mi z tego pozostanie, że warto?

Po drodze, równolegle zagłębiałam się w zagadnienie rozwoju duchowego. Dalajlama, Gandhi i potęga podświadomości. Jezus, Budda i historie ludzi, którzy mnie otaczali. Analizy, chęć zmiany swojego chaotycznego usposobienia i w końcu coaching kryzysowy. Empatia nie tylko wobec innych, ale i siebie, stan emocjonalny. Chemia mózgu i połączenia neuronów w mózgu, oksytocyna. Nauka i wiara – JA – kim jestem, kim chcę być, czy te zmiany są konieczne do tego, abym odnalazła szczęście. Akceptacja i oczekiwania, a na koniec, że to nie ja mam zmieniać świat, lecz ja go mam zaakceptować takim, jakim jest. Odnaleźć swoje w nim miejsce, ponieważ największym szczęściem jest spokój umysłu, a można go osiągnąć jedynie poprzez akceptację stanu, w jakim się znajdujesz, oraz akceptację siebie – to, czego najtrudniej się nauczyć, szczególnie osobom takim jak ja, wręcz uzależnionym od chęci kontrolowania wszystkiego, co się wydarza, i wszystkich uczestników tego wydarzenia.

Wiele musiałam zainwestować w siebie pieniędzy, aby zrozumieć, że – owszem – mogę pisać o nawykach i mechanizmach, które zachodzą w nas przy braku ich zmiany. Mogę i lubię pisać o tym, że należy pogodzić się z tym, co było, i rozpoznać swoje życiowe role, o samoświadomości i o tym, jaką funkcję pełnią przeszywające nas emocje, o tym, że rozchwianie emocjonalne powinno być sobie w pierwszej fazie uświadomione i stanowić okres niepłodny, czyli nie powinniśmy wówczas podejmować definitywnych decyzji, o tym, że wdzięczność pomaga w zmianach nastroju, ale najbardziej lubię pisać o miłości. O fenomenalnym stanie upojenia, który przechodzi później w fazę oksytocyny, co powoduje, że zmieniają się nasze priorytety, oczekiwania i spojrzenie na partnera oraz zbudowany z nim związek.

Czy będąc w posiadaniu dzisiejszej wiedzy, czy praktykując medytację, aby się wyciszyć, wdzięczność, aby dostrzec dobre strony tego, co mam, i mając świadomość, że wszystko zależne jest od stanu umysłu, moje małżeństwo miałoby szansę na przetrwanie? Jestem przekonana, że tak, ale byłoby to oszukiwaniem samej siebie. Trwaniem w obłudzie, w wiecznej nadziei, która niespełniona zatruwa każdą komórkę ciała, niszczy wspomnienia, przyszłość, a co najważniejsze – teraźniejszość.

Nie zmieniam się na siłę, z nieodpartej chęci namacalnych korzyści. Nie obniżyłam swoich oczekiwań odnośnie do partnera, ale zmniejszyłam oczekiwania względem siebie. Nie uśmiecham się, gdy los podrzuca mi to, co mentalnie czuję, że mi nie służy, ale akceptuję, że pojawiło się to w moim życiu, i staram się z tego wyciągnąć dla siebie korzyści.

Rozwój osobisty ma moim zdaniem na celu przywrócenie spokoju umysłu. Pozostanie świadomym, gdy dookoła szaleje burza. Zrozumienie swoich potrzeb, aby nie cierpieć, gdy ktoś będzie chciał uwikłać cię w swoje pragnienia, a ty się temu poddasz. Aby umieć sobie wybaczyć, gdy już się z tego otrząśniesz. Rozwój osobisty powinien nauczać, że czasami trzeba się cofnąć, by móc iść do przodu. Ważne jest również rozpoznanie swoich życiowych ról, aby móc stworzyć wewnętrzną harmonię i żyć ekspresyjnie. Ale przede wszystkim odszukaj w sobie najlepsze cechy i skupiaj sią na nich, jednak nie w celu osiągnięcia więcej tego czy tamtego, ale dlatego, że negatywne cechy (fizyczne i psychiczne, postępowanie i sposób myślenia), które nie zostaną obdarzone twoją uwagą, znikną samoistnie, rozpłyną się we mgle, a twoja codzienność, z której składa się życie, nabierze takich barw i energii, jakich sam sobie życzysz.

PS W artykule podałam przekład decyzji związanej z rozwodem. Należy jednak pamiętać, że każda decyzja, którą podjęliśmy, a po pewnym czasie wydaje się decyzją niesłuszną – gdy umysł dręczy, ma się przeświadczenie, że można było zrobić coś inaczej, dać z siebie więcej itp. – na ówczesną chwilę była jedyną słuszną decyzją.

Wioletta K.

Książka “Miłość odmieniana przez przypadki” na wyciągnięcie ręki. Dostępna w renomowanych księgarniach internetowych.

Sprawdź teraz:   https://oklinicka.com/ksiazki/

Pobierz w całości bezpłatny fragment warsztatu “Singielka – Od równowagi emocjonalnej do miłości”

Jesteś singielką? Chcesz coś zmienić? Nie wiesz od czego zacząć?

Zamów książkę – efektywny kurs kobiet – “Singielka. Od równowagi emocjonalnej do miłości”,  która jest gotowym narzędziem czekającym na kobiety takie jak Ty. Historie prawdziwe, kształtująca wiedza merytoryczna i łatwe oraz proste do wykonania ćwiczenia dają szansę  na nową jakość życia.

Zapoznaj się również z warsztatami w formie e-booków, które dla Ciebie przygotowałam w celu poprawy codzienności, nabrania pewności siebie i skuteczniejszego działania.

Już wkrótce ukażą się kolejne pozycje wydawnicze autorki, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku.

Pozdrawiam ciepło.

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Recommended Posts

Skomentuj wpis