Dlaczego on jest z nią? – o uzależnieniu w miłości. Inteligencja emocjonalna w miłości.

Nie robię notatek, a potem nie pamiętam, gdzie coś przeczytałam. Bo faktem jest, że od czasu do czasu naukowcom, socjologom, seksuologom, a nawet psychiatrom trzeba przyznać rację.

Niektóre pary nam, obserwatorom, wydają się jedną wielką pomyłką. I nie chodzi o wygląd zewnętrzny partnerów, lecz ich zachowanie.

Weźmy na przykład tych, którzy stale się kłócą, na każdym kroku celowo prowokują sytuacje wywołujące awantury. Tak, „celowo” to dobre określenie.

– Co tydzień piszesz mu taką wiadomość? – Roześmiał się Robert. – Jak on to znosi? Hmm, na pewno jest od tego uzależniony, potrzebuje tego do życia, rajcuje go to, ekscytuje…

– Tu nie ma żadnej filozofii – przerwałam mu tę wyliczankę. – Ignoruje moje pożegnania…

– Dobraliście się jak w korcu maku. On musi słuchać, a ty musisz mówić. Nie, przepraszam, ty musisz wyrzucać swoje żale, a on musi je wysłuchiwać. Dzięki temu funkcjonujecie przez tydzień, potem się spotykacie, on – twoim zdaniem – zrobi nie tak, może źle spojrzy albo nie dotrzyma obietnicy, a potem wysłuchuje, jaki jest beznadziejny, jak go nienawidzisz, jak bardzo cię zawodzi. A ty, Wiola, jesteś przeszczęśliwa, że dostarcza ci powodów do bycia nieszczęśliwą, do marudzenia, do walki z nim. Gdyby zaczął postępować inaczej, na przykład nagle zaprosił cię na kolację, zrobił ci masaż, przyjechał z wiertarką i podłączył te wszystkie lampy, może wtedy byś się odkochała?

Robert nie przestawał ironizować. Przełączyłam rozmowę na tryb głośnomówiący i spokojnie przygotowywałam sałatę.

– Jesteś tam? – zapytał, gdy zorientował się, że nikt go nie słucha z zaangażowaniem, nikt nie przytakuje i nie polemizuje z nim.

– Jestem, jestem – Uśmiechnęłam się pod nosem. – A co, brakuje ci mojego oddechu po drugiej stronie?

– Bardziej wzdychania – rzucił. – Ale przyznaj, że coś w tym jest.

– Tak Robert, przyznaję, że coś w tym jest.

– Chora jesteś?

– Ja? Dlaczego?

– Bo nie zaprzeczasz.

– Robert, spójrz na siebie, na swoją reakcję. Pytasz, czy jestem, dlaczego nie wzdycham, nie reaguję. Może nasza relacja trwa, bo jesteśmy uzależnieni od siebie albo psychologicznie dopasowani?

– Może – odparł. – Nie przeczę. Chyba najlepiej jest nam z osobami, które zaspakajają nasze psychologiczne potrzeby.

– Na bank, tyle że niektóre potrzeby są jakby sfiksowane, nienormalne. Gdyby się zastanowić nad nimi, okazałyby się niewytłumaczalne dla laików.

– Tak, bo jak wytłumaczyć, że co tydzień go zostawiasz? – drążył. – Kurwa, nawet mu wprost napisałaś, że go nienawidzisz, a on po kilku dniach, jakby nic się nie stało, pyta, co u ciebie. I tak od dziesięciu miesięcy.

– Cholera, to już tyle czasu? – zapytałam. – Może tym razem przesadził? Może tym razem się nie odezwie? Jak sądzisz, ile wytrzyma?

– Myślę, że do dwóch tygodni. Tego pułapu jeszcze nie przekroczył. Jeśli się nie odezwie, okaże się, że jednak naukowcy się pomylili.

– Albo ja się pomyliłam w ocenie Ivy’ego.

– A co, też uważasz, że potrzebujecie siebie, aby karmić swoje psychozy?

– Nie kpij. Nie jestem skażona psychicznie.

– A jak to nazwiesz?

– Nie wiem, ale wolę wierzyć, że to normalne.

– Tak, tak, Wioletta, to jest normalne, w końcu każdy ma jakiegoś bzika, każdy ma jakieś wypaczenie, które nie wzięło się z powietrza. Lata płyną, zbieramy doświadczenia. Byliśmy „jakoś” traktowani przez rodziców, pierwszych przyjaciół, pierwszych partnerów. Od niektórych reakcji uzależniliśmy się w mniejszym lub większym stopniu. Gdy nagle te osoby znikają z naszego życia, pozostaje dziwny głód, który za wszelką cenę chcemy zaspokoić. Oczywiście doskonale wiesz, że nie dzieje się to na poziomie świadomym. Weźmy kobietę, która w dzieciństwie była bita przez rodziców, szykanowana albo poniżana. Świadomie nie szuka partnera, który dostarczy jej choćby namiastki przykrych doświadczeń, a mimo to tyle kobiet pakuje się w relacje, które do złudzenia przypominają ich rodzinny dom. Albo pierwszy partner alkoholik. I kolejnych kilku. Albo pierwsza niewierna kobieta.

– Ale czasami trafiamy na zupełne przeciwieństwo… – próbowałam wtrącić.

– Tak, a wówczas okazuje się, że czegoś nam brakuje – odparował. – Wiesz, Wiola, aby przekonać się, czy Ivy jest uzależniony od twojego porzucania go i poniżania…

– Jakiego poniżania? – przerwałam mu. – Co ty bredzisz?!

– Nie przerywaj mi, kobieto! Aby to rozpoznać, musiałabyś poznać jego przeszłość, rodzinę, środowisko, sposób, w jaki traktują go najbliżsi i w jaki on reaguje. Stać się czynnym obserwatorem.

Robert długo jeszcze prowadził swój wywód, a w mojej głowie wciąż kłębiła się jedna myśl: nie grozi mi poznanie środowiska Ivy’ego, bo nie wiem, czy w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy zamieniłam z nim chociaż tysiąc słów.

Kiedy rano sprawdzałam, czy przypadkiem do mnie napisał, stwierdziłam, że naukowcy się nie mylą: dobrze się czujemy, gdy druga osoba zaspakaja nasze potrzeby, nawet jeśli są one sfiksowane. To tylko my nie znamy siebie, nie obserwujemy i nie analizujemy, a czasem nie wiemy nawet, jakie potrzeby w nas tkwią. Może to dobrze, bo po co mam się martwić, biegać do psychoanalityka i wydawać furę pieniędzy, skoro mam Ivy’ego, a on w sobotę będzie miał mnie.

Wioletta K.

Recommended Posts