Czym się kierować gdy szukasz idealnego faceta?

Zanim zaczniemy rozmawiać o zaufaniu, warto wiedzieć, że pojawia się ono wraz ze wzrostem intymności.

Poznanie kogoś wymaga czasu. Moją twarz bez makijażu Nieznajomy poznał po dziesięciu miesiącach znajomości. Przez ten czas puder, tusz i szminka zostawały po seksie na poduszce, ale byliśmy tak rozanieleni, że żadne z nas nie dostrzegało braku maski.

Tym razem było inaczej. Tym razem po raz pierwszy zobaczył mnie naturalną, z całą gamą zaczerwień na policzkach, jasnymi brwiami i rzęsami, które wypominał mi Robert.

Zrobiłam to z premedytacją. Tuż przed spotkaniem uprzedziłam Nieznajomego, że nie mam czasu na makijaż. Wzięłam prysznic, lekko nakremowałam twarz i dłonie oraz delikatnie ułożyłam włosy. Byłam ciekawa jego reakcji.

– Znamy się tyle czasu, że nie potrzebujesz makijażu – powiedział z czułością, układając kosmyki włosów na moim czole. Nic dziwnego, że czułam się jak w siódmym niebie. – Jesteś taka elegancka – powtarzał co chwilę. Jeszcze większy wzrost oksytocyny poczułam wtedy, gdy powiedział, że podoba mu się mój charakter, szczerość wobec niego i nieukrywanie emocji. – Jesteś sobą, dlatego bardzo cię szanuję.

Muszę przyznać, że niewiele o mnie wiedział. Rzadko opowiadałam mu o osobie. Nasze rozmowy na temat przeszłości były dość powierzchowne, choć wiedziałam, że jego fascynacja moją autentycznością wnosiła dużą wartość do naszej relacji.

W tradycyjnym rozwoju związku wszystko zaczyna się w chwili, gdy pojawi się namiętność. To wówczas (najczęściej) poznajemy swoje ciała.

Przejawem namiętności jest stała chęć do pogłębiania kontaktów z wybraną osobą i zwiększania ich częstotliwości, co zwiększa intymność między partnerami i sprawia, że odkrywają się oni przed sobą. Pojawiają się zaufanie, wzajemna sympatia, wreszcie – przywiązanie.

Intymność to bliski związek z drugą osobą, która dobrze nas zna i rozumie. Przy takiej osobie możemy być sobą. Takiej osobie zaczynamy się zwierzać.

Zazwyczaj najpierw mówimy o zdarzeniach z naszej przeszłości. Jeśli spotykamy się ze zrozumieniem, akceptacją, troską – poziom intymności wzrasta.

Kolejnym etapem jest mówienie o swoich emocjach, które mają większą wartość niż ujawnione zdarzenia z naszego życia. Emocje są subiektywnym wyrażeniem reakcji na zaistniałe fakty. Gdy partner mówi: „Miałaś prawo się tak czuć”, intymność osiąga najwyższe loty.

Aby intymność wzrastała potrzebujemy zrozumienia, potwierdzenia i troski.

Zrozumienie oznacza, że nasz partner trafnie odczytał nasze potrzeby, uczucia i problemy.

Potwierdzenie jest zależne od tego, czy partner nas zrozumiał. Poszukiwanie potwierdzenia dla swoich racji jest często najważniejszym powodem, dla którego ludzie wchodzą w interakcje z innymi osobami. Niemal zawsze poszukujemy potwierdzenia dla swoich racji, emocji i działań.

Troska – nie chodzi o to, aby partner rozwiązał nasz problem, bo czasami jest to niemożliwe; chodzi o to, że między partnerami musi istnieć współbrzmienie emocjonalne, uczuciowe zainteresowanie i usiłowanie poprawy stanu emocjonalnego drugiej osoby.

Gdy przyglądam się relacjom międzyludzkim, przyznaję rację naukowcom, którzy twierdzą, że na początku pojawia się bardzo prosty schemat: ja coś ci powiem, ty coś mi powiesz, potem znowu ja etc. Taki schemat jednak pojawi się jedynie wówczas, gdy obie strony znajdą wyżej wymienione składniki: zrozumienie, potwierdzenie i troskę. Brak tych czynników spowoduje wycofanie się. Czy jednak całkowite wycofanie ze związku?

Gdy tłumaczyłam to Robertowi, podałam mu następujący przykład: najprostszy przepis na ciasto zawiera mąkę, margarynę, jajka i proszek do pieczenia. Gdy zabraknie któregoś składnika, ciasto ma bliżej nieokreślony smak i zwykle ląduje w koszu. Ale bywa też, że nawet gdy dodamy wszystkie składniki, i tak wychodzi zakalec. Wówczas zastanawiamy się, co poszło nie tak: może mąka była nie najlepszej jakości, może proszek do pieczenia stracił na ważności, może to piekarnik, a może zbyt słabo wyrobiliśmy ciasto… Powód musi być!

Co poszło nie tak podczas budowania intymności, że jedna z osób się wycofała?

– To wasza wina! – krzyczał Robert. – Wiecznie ta sama śpiewka: że nie liczymy się z waszymi uczuciami. Zalewacie nas monologami o emocjach, których my po prostu nie pojmujemy! Jak dwa zające, które wciąż się gonią – podsumował.

Musiałam przyznać mu rację. Bywa, że jedno z partnerów może się wystraszyć i poczuć jak w pułapce, ale niekoniecznie jest to mężczyzna. Znam facetów, którzy wciąż mielą temat miłości, podczas gdy kobieta ziewa znużona, w rezultacie po kilku kolejnych szansach po prostu zmienia numer telefonu.

Nie byłabym sobą, gdybym jeszcze raz nie przerwała romantycznej sielanki. Muszę wspomnieć o pewnym czynniku intymności, który nie wszystkim się podoba.

Obiecałam sobie, że nigdy więcej nawet nie wspomnę o tym, co było przyczyną rozpadu poprzedniego związku – ta informacja stała się dla mojego partnera kartą przetargową podczas kłótni.

Im lepiej partner cię zna, tym bardziej może cię zranić, co często staje się przyczyną utraty zaufania, w takim pocie czoła budowanego. Zanim podejmiesz decyzje, czy warto odkryć się przed partnerem, zastanów się, co tobą kieruje: strach czy lęk. To dwie różne emocje, których potocznie używa się wymiennie.

O strachu mówimy wtedy, gdy istnieje realne zagrożenie, które sprawiłoby nam ból. Przykład? Stoisz sparaliżowana przed wściekle ujadającym psem.

Lęk to mentalne niezaspokojenie niewiadomego pochodzenia. Nawet gdy w pobliżu nie ma tarantuli, obawiasz się, że zostaniesz przez nią ukąszony.

Lęk towarzyszy parom w trakcie budowania intymności: „Co on powie, gdy zobaczy mnie bez makijażu?”, „Co o mnie pomyśli, gdy dowie się, że moja przeszłość ma nie tylko różowe barwy?”, „Jak się zachowa, gdy się dowie, że nie jestem idealna?”, „Gdy mu powiem, że…, to zaakceptuje mnie czy ucieknie ode mnie, pozostawiając po sobie tylko zapach niespełnionych oczekiwań?”.

To, że zadajemy sobie tego typu pytania, jest całkowicie normalne; ten etap przechodzi wiele osób, gdy poznają kogoś ważnego. Jednak należy uważać, aby to uczucie, które wpływa na nasze reakcje i działania, nie zdominowało naszego myślenia i nie doprowadziło do patologicznej odmiany, która ograniczy naszą wolność. Reakcje lękowe mogą stracić swoją funkcję i stać się nieadekwatne do bodźców.

Na pewno to, co teraz napiszę, nie będzie niczym nowym: lęk w związku eliminuje zaufanie, a jednak wiele par zapomina o tym. Ludzie szastają tak cenną waluta, jaką jest zaufanie, którą – o, ironio! – kiedyś mozolnie składali w „mentalnym banku”.

Temat zaufania jest na tyle istotny, że wspomnę o nim w kolejnym felietonie.

– Dałaś się ponieść wyobrażeniu – tłumaczył Robert. – Może powinnaś odrobinę bardziej uważać i nie obdarzać od razu zaufaniem kogoś, kogo ledwo poznałaś? – pytał.

Nie chciałam wierzyć, że to musiało się tak skończyć. Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę….

Ta jedna myśl mnie opętała.

Cdn.

Wioletta Klinicka

Trener Integracji Personalnej