Czy wrócić do byłego?

Ponieważ od dawna jestem sama, nie licząc pojedynczych randek, zdarza się, że w taki wieczór jak ten tęsknię za moim byłym. No, może nie za nim, ale za tym, aby się przytulić, opowiedzieć komuś, jak minął mi dzień, i podzielić się swoim szczęściem.

A może jednak za nim? Tęsknimy za osobą czy za przyzwyczajeniami?

Nie wiem, jak w innych przypadkach, ale w mojej pamięci pojawiają się pozytywne obrazy dawnego związku. Widzę nas śmiejących się, choć nie pamiętam, kiedy ostatnio śmialiśmy się razem. Widzę, jak uprawiamy namiętny seks, choć od dawna nie przeżyłam szaleństwa w łóżku. Widzę, jak on okazuje mi swoje zainteresowanie, choć doskonale pamiętam: czułam, że jestem mu obojętna.

Dziś miałam sen.

Śniło mi się, że znajoma umówiła mnie na randkę z jakimś mężczyzną. Gdy czekałam na niego, pojawił się mój były. Wyglądał jak wtedy, gdy go poznałam: młody, świeży, przystojny. Patrzył tylko na mnie.

W sen wkradł się chaos. Nie pamiętam, jak do tego doszło, ale były mąż poprosił mnie, abym tym razem z nim została; abym tym razem była jego.

Biegnę. Ten jeden raz chcę być z nim. Gubię się.

Biegłam po polach. W oddali majaczyło miasto, ale nie mogłam odnaleźć drogi. Cały czas myślałam tylko o tym, że on nigdy mnie o nic nie prosił, dlatego tak bardzo chcę spełnić jego życzenie.

Na drodze spotkałam dziewczynkę, która trzymała w ręce telefon. Chciałam zadzwonić, powiedzieć, że zjawię się, ale trochę spóźniona. Wybrałam numer jego telefonu, gdy dziewczynka powiedziała, że nie ma środków na koncie. Po chwili jednak zaczęła się śmiać i zapytała, dlaczego nie zadzwonię od siebie. W ogóle o tym nie pomyślałam!

Zatrzymałam się. Wiedziałam, że on na mnie czeka. Pamiętam, jak wyglądał. Czułam jego smutek.

Nie wybrałam jego numeru. Nie odnalazłam drogi. Stałam tylko i patrzyłam. Po chwili się obudziłam.

Czy odgrzewany związek ma szansę przetrwać?

Co jest prawdą? To, że dwie dusze połączą się nawet po tym, gdy się rozstaną, aby czegoś się nauczyć, aby coś przerobić?

A może to kolejny mit? Może prawdą jest to, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, bo nic z tego nie będzie? Może to tylko siła przyzwyczajenia oraz strach przed zmianą i samotnością?

Jest takie powiedzenie, że pobierają się ze sobą misie i żabcie, a rozwodzą krowy i osły. Czy po burzliwym rozstaniu lub rozwodzie, który był przyjemnością, człowiek jest w stanie zapomnieć słowa, które zabolały go do szpiku kości?

Czy kochanek, który leży obok, a który pół godziny temu był mężem, stał się już kimś innym? Jak długo potrwa sielanka i dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Bo tak sobie obiecaliśmy? Bo w korycie rzeki nie ma już tej samej wody?

Kiedy po raz pierwszy padnie zdanie: „Wtedy mi powiedziałeś mi to czy tamto”? Kiedy naszą bronią stanie się amunicja wystrzelona niegdyś przez niego prosto w nasze serce?

Nie mogłam odnaleźć go w moim śnie. Pozwoliłam mu kiedyś odejść nie po to, aby teraz odbierać mu wolność. Czy jednak naprawdę byłam tak dobroduszna? Na bank nie! To sobie pozwoliłam na nowe życie. To sobie dałam szansę na bycie jeszcze szczęśliwą.

W związkach ludzie kłócą się lub miewają ciche dni. W zależności od stanu emocjonalnego i wielu innych czynników różny może być przebieg nieporozumień. Czasem padają wyważone, spokojne argumenty, czasem fruwają sprzęty domowe i padają słowa ostre niczym żyletka.

Różne bywają też rozstania: bolesne i pachnące intrygami lub takie jak moje: spokojne oraz pełne żalu, że do niego doszło. Ironią jest, że mój związek był burzliwy, a kłótnie jak wojny zakończył rozejm. Może już wcześniej zostało wszystko powiedziane, wykrzyczane? A może to dwie dusze, które wiedzą doskonale, że czas dojrzeć, bo kiedyś się jeszcze spotkają?

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Polecane artykuły