Czy umówić się na randkę w ciemno?

Po co umawiać się na randki w ciemno?

Randki w ciemno są jak kinder niespodzianki – nigdy nie wiesz, co przyniosą. To zupełny przypadek, że na stronie, na której często poszukuję ogłoszeń związanych z pracą, zobaczyłam zakładkę, gdzie można zareklamować swoją samotność, gdzie można znaleźć partnera, w którego ręce tę samotność się odda.

Krótki wpis tuż przed godziną dwudziestą trzecią rozgrzał moją skrzynkę mailową do czerwoności. Tacy sami jak ja: samotni, mający podobne lub nie hobby do mojego, chcący korzystać z życia. Legła w gruzach nawet moja teoria, że najmniej wolnych facetów jest w moim przedziale wiekowym. Było z czego wybierać. Z kilkoma z nich spotkałam się nawet twarzą w twarz. Byli tacy, którym na szczęście nie zaiskrzyło na neuronowych obwodach, i tacy, którzy słali do mnie wiadomości do momentu blokady na WhatsAppie. I on, Stefan. Z nim chciałam spróbować. Z nim spotkałam się nawet dwa razy. Kompletnie nie w moim typie wizualnym, zupełnie nie czułam chemii, ale miałam nadzieję, że śmiech, który mi przy nim towarzyszył, swoboda rozmowy, bycie naturalną wynagrodzi brak tego czegoś. I gdy już byłam bliska podjęcia decyzji o trzeciej randce, znalazłam wymówkę, aby się od niego odwrócić. Jeden jego telefon, którego i tak nie słyszałam, o trzeciej nad ranem zamknął mu drzwi przed nosem. A może zatrzasnęłam je sobie? Może pozbawiłam sama siebie szansy na normalny związek? Może on po prostu nie mógł spać, myślał o mnie i tak niechcący nacisnął ten klawisz? Może wcale nie był pijany, jak to próbowałam przekonywać nie tylko Izkę, która mówiła o dawaniu szansy samej sobie, ale i siebie? A może tej wymówki potrzebowały moje uczucia, moje uzależnienie od cierpienia, moja wciąż tląca się miłość do Ivy’ego? Może nie jestem gotowa na inną miłość? Na inny związek? Na związek, w którym to facetowi zależy na mnie, w którym to mężczyzna o mnie zabiega, w którym to nie ja gonię króliczka?

W walentynki sama sobie zrobiłam prezent, a Dzień Singla obchodziłam przy wykwintnej kolacji, którą sama sobie ugotowałam, i przy lampce wina. Obejrzałam dwie komedie romantyczne i gdy już byłam bliska zasypiania, zobaczyłam oczami wyobraźni jego twarz. Jego z – jego zdaniem – za dużym nosem, dumnie wystającą grdyką i blizną przecinającą brew. Czasami lubiłam pławić się w wyobraźni, gdzie główną rolę odgrywa facet, którego (kiedyś) zachowania z trudem akceptowałam, którego życiorys mnie niemalże nic nie interesował, który odszedł, tak bez zapowiedzi, ponad rok temu. „Ale on cię nie chce, ma cię w du..ie”. Zdecydowanie Iza ma rację, ale jakimś dziwnym trafem te słowa mnie nie ranią, jakby ta opcja, ten namacalny fakt mnie nie dotyczył, jakby to nie była prawda, jakby prawdą było to, co sobie uroiłam, a mianowicie fakt, że on mnie kochał, a może nadal kocha, ale z tylko jemu znanych przyczyn nie mógł tu zostać, nie mógł ze mną zostać.

Czasami moje zachowanie wydaje mi się samej irracjonalne, ponieważ przez ostatni rok żyję pełną piersią, poznałam kilku facetów, miałam przelotne romanse, uprawiałam nieobowiązujący seks i tylko w chwilach, gdy coś się kończyło, gdy czułam się samotna, gdy tęskniłam za emocjami w zenicie, marzyłam o Ivym najbardziej, przywoływałam go do siebie, opowiadałam mu o swojej miłości do niego i o tym, że gdyby został, byłabym mu wierna tak długo, jak długo on nie zacząłby mi się narzucać.

Tak! Właśnie o tym dziś chciałam napisać, zanim wystukałam na klawiaturze ten cały monolog. O tym, że należy umawiać się na randki w ciemno (tylko z zachowaniem ostrożności, o czym przekonywali mnie uczestnicy wpisu na dwóch fejsbukowych grupach).

Należy wziąć to, co podsunął los, i napisać na przypadkowej stronie to cholerne ogłoszenie. I niekoniecznie po to, by się przekonać, że wciąż jest się uzależnionym od uczuć do byłego i że należy coś z tym zrobić – na przykład zadbać o powrót do równowagi emocjonalnej. Nie po to, żeby zrozumieć, że to chore i ranimy tylko siebie, zamykając się na inne możliwości. Nie dlatego, że przepełnia nas nadzieja na spotkanie kogoś wyjątkowego.

Idąc wystrojona lub nie na randkę z nieznajomym, nie oczekuj, że ten przypadek sprawi, iż poznasz miłość swojego życia. Decydując się na taki krok, możesz być pewna tylko jednego, a mianowicie tego, że poznasz siebie, że dowiesz się, co możesz komuś innemu w danym momencie zaoferować – co i tak nie jest aż tak istotne w pierwszym odruchu, ważniejsze natomiast, co ktoś może dać tobie i czy tego chcesz.

Trochę to zagmatwałam, a przecież zdanie miało być proste. Chodzenie na randki w ciemno pozwoli ci poznać własne potrzeby, uświadomić sobie własny stan umysłu i rozpoznać rodzaj tęsknoty – brakujący stan emocjonalny, którego chcesz przy swoim wybranku doświadczać.

Myślę, że Ivy jest dla mnie rodzajem bezpiecznej przystani, kołem ratunkowym niepozwalającym mi na zatracenie się w związku, który stanowiłby jedynie pewną rekompensatę.

A co do Stefana z Trewiru, jestem pewna, że wiele kobiet chciałoby go spotkać. Mężczyznę, który zabiera cię w fajne miejsca, przy którym czujesz się jakoś dziwnie bezpiecznie, przy którym śmiejesz się do łez. Mężczyznę, który będzie miał w sobie to coś.

Wioletta K.

Książka “Miłość odmieniana przez przypadki” na wyciągnięcie ręki. Dostępna w renomowanych księgarniach internetowych.

Sprawdź teraz:   https://oklinicka.com/ksiazki/

Pobierz w całości bezpłatny fragment warsztatu “Singielka – Od równowagi emocjonalnej do miłości”

Jesteś singielką? Chcesz coś zmienić? Nie wiesz od czego zacząć?

Zamów książkę – efektywny kurs kobiet – “Singielka. Od równowagi emocjonalnej do miłości”,  która jest gotowym narzędziem czekającym na kobiety takie jak Ty. Historie prawdziwe, kształtująca wiedza merytoryczna i łatwe oraz proste do wykonania ćwiczenia dają szansę  na nową jakość życia.

Zapoznaj się również z warsztatami w formie e-booków, które dla Ciebie przygotowałam w celu poprawy codzienności, nabrania pewności siebie i skuteczniejszego działania.

Już wkrótce ukażą się kolejne pozycje wydawnicze autorki, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku.

Pozdrawiam ciepło.

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Polecane artykuły

Skomentuj wpis