Czy ocenianie to złudzenie, że ludzie są tacy jak ich zachowanie?

– Trochę mnie zatkało – żaliłam się Robertowi. – Normalnie zabrakło mi języka w buzi.

– Powinnaś być na to przygotowana – odpowiedział. – Przecież wiesz, że większość osób zwykle ocenia innych. Rzadko kto zastanawia się nad powodami czyjegoś postępowania, bo to wymaga refleksji, pochylenia się nad sytuacją, w jakiej znalazła się oceniana osoba. Na to nikt nie ma ani czasu, ani ochoty. Jesteś kobietą. Stereotypowe myślenie, głęboko zakorzenione w społeczeństwie, nie pozwala kobiecie nie tylko ulotnić się z towarzystwa, aby pójść i potańczyć samej, lecz także głośno tego oznajmiać.

Robert jeszcze długo przekonywał mnie, że nie powinnam się przejmować. W nowym mieście mogę przyjąć taką postawę, jaką przyjęłam po przeprowadzce do Morąga: nikt mnie tu nie zna, jestem wolnym człowiekiem i swoim zachowaniem nie wyrządzam nikomu krzywdy.

– Robert, ale spójrz – upierałam się przy swoim – przecież można nie oceniać, tak jak nie oceniają mnie Iza i Jacek. Można być otwartym na drugiego człowieka, akceptować jego potrzeby, starać się go poznać, prowadzić z nim dialog…

– I Danusia, i Jolka ze Szwecji – przerwał mi Robert – że nie wspomnę o Elce i Basi, które akceptują cię taką, jaką jesteś. I to na nich skup swoją uwagę.

– Fakt, lista osób jest długa – uśmiechnęłam się.

Cały wieczór starałam się zrozumieć osoby, którym obraz samotnej Wioletty w dyskotece nie mieści się w głowach, a raczej w granicach moralnych.

Co one sobie wyobrażają? Jakie historie ułożyły w swoich głowach? Dlaczego oburzyło je moje zachowanie, podobnie jak oburza je fakt, że muzułmańskie kobiety chodzą w burkach lub chustach?

Zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno Europejki są wyzwolone. Może to tylko obłuda, wygodny slogan, który traci na znaczeniu właśnie w takich momentach? Jak długa jest lista rzeczy, których nie wypada kobiecie ze Starego Kontynentu? Dlaczego podczas oceniania innych osób nie mówimy sobie, że zapewne ich postępowanie jest uwarunkowane specyfiką sytuacji?

Krystyna Kofta w swoich książkach wyraża opinię, że to właśnie kobiety najczęściej oceniają inne kobiety. I mimo że wiele z jej poglądów nie pasuje do mojego wyobrażenia, muszę przyznać jej rację.

Owszem, bywało, że oceniali mnie faceci, ale po analizie dochodzę do wniosku, że wynikało to z chorej zazdrości – nie o mnie, lecz o ich żony, które przebywały w moim towarzystwie. Skoro jestem wolna i umawiam się na randki, to założyli, że się puszczam i może ich żony również zechcą się puszczać?

To kolejny rodzaj stereotypowego myślenia, które uwłacza ich kobietom, a dla mnie nie tylko ewidentny wyraz braku zaufania wobec partnerek, lecz także odbieranie im przywileju samodzielnego myślenia i przekonanie, że są podatne na wpływy otoczenia.

O ile w związkach nie mówi się o tym otwarcie, o tyle znajduję gamę przykładów w wypadku dorastających dzieci: „Moje dziecko jest święte, nie zrobiłoby tego. To kolega/koleżanka je namówili”, „To wpływ towarzystwa”. Bronimy swoje dzieci, ale nie partnerów. Chociaż… Hmm… Tak, kobiety miewają tendencję do oczyszczania z zrzutów swoich mężów: „To Rysiek namówił mojego do picia! To przez niego…!”, zupełnie jakby Rysiek wlewał jej mężowi alkohol do gardła. Albo: „To ona go szczuła, mizdrzyła się do niego. On nawet palcem by jej nie tknął” – potrafi powiedzieć kobieta, która doskonale wie, że jej mąż przespał się z inną. Nie mogę powiedzieć, że jest to negatywne zachowanie, podobnie jak nie potrafiłabym ocenić takich osób. Zdaję sobie sprawę, że jest to naturalny system obronny, który uaktywnia się po to, aby przetrwać trudną sytuację.

Ocenianie to nic innego jak złudzenie, że ludzie są tacy jak ich zachowanie, nie zaś reakcją w odpowiedzi na naciski zewnętrzne.

 

Wioletta Klinicka

Trener Integracji Personalnej

Zapraszam do księgarni (kliknij w grafikę)

 

Recommended Posts