Milczący i przytakujący partner? To dobrze, czy źle?

– Coś się stało? – zapytałam.

Robert nie odpowiedział. A zatem coś się stało. Wiedziałam, że nawet do jutra mogę czekać, aż mi powie. A może nie powie, tylko za tydzień wykrzyczy? Milczenie wcale nie jest złotem. Ci, którzy milczą, przerażają mnie najbardziej – są jak uśpiony wulkan, na dodatek nawet najbardziej zaawansowana technologia nie jest w stanie określić, kiedy się uaktywnią. Dziś, jutro, za rok? Bywa, że zapominasz o tym, co się wydarzyło, co ktoś powiedział, jak spojrzał…

Podobnie jest z ludźmi potakiwaczami, czyli tymi, którzy wciąż przyznają nam rację. Jeśli poznajesz kogoś takiego, powinieneś się głęboko zastanowić, z czego to wynika, zwłaszcza że nie ma takiej możliwości, abyśmy zgadzali ze sobą we wszystkim. Bo aby się zgadzać, musielibyśmy przeżywać te same doświadczenia, patrzeć na świat z tej same perspektywy, w ten sam sposób odbierać napływające do nas bodźce i reagować emocjonalnie.

Czy żółty kolor wywołuje takie same uczucia w każdym z nas? Czy rozwód jest odbierany przez każdą osobę jako traumatyczne przeżycie? Czy w równym stopniu smucimy się, gdy tracimy dotychczasowe dobra? Czy jestem tak samo podekscytowana jak Robert, gdy kupuję nowe auto?

Oczywiście, że nie.

Czy dana osoba przytakuje nam, ponieważ odczytuje nasze oczekiwania, czy może dlatego, że chce nam się przypodobać? A może dla świętego spokoju?

Jak reagujesz, gdy za twoimi placami ktoś mówi coś innego lub postępuje inaczej? Czy winy szukasz w danej osobie („Tłumaczyłam mu, powiedział, że rozumie. A teraz co? Zapomniał, że tak głupio postąpił?”).

A może czas przyjrzeć się sobie? Zadać sobie proste pytania: czy nie wywierałam na niego nacisku? Może przytakiwał, abym była zadowolona? A może ze strachu?

Ale wróćmy do milczków.

Na początku znajomości z moim mężem powiedziałam, że chętnie poderwałabym Ryszarda Rynkowskiego. Mąż nie zareagował w żaden niepokojący sposób, więc uznałam, że moje słowa go nie dotknęły. O tym, jak bardzo się myliłam, dowiedziałam się po około trzech latach, gdy do domu zaprosiłam Roberta. Chciałam, aby panowie bliżej się poznali.

Rozmowa przebiegała w bardzo cywilizowany sposób. Co więcej, uznałam, że panowie przypadli sobie do gustu. A jednak…! Gdy po kilku miesiącach wzdychałam do pięknych męskich pantofli w sklepie obuwniczym, dowiedziałam się, że mąż nie będzie takich nosił, bo są domeną Roberta.

Dwanaście lat ciągałam męża na różnego rodzaju wypady za miasto. Począwszy od grilla nad Jeziorem Ruda Woda, skończywszy na wycieczce na Kaszuby, aby razem z dziećmi zobaczyć krzywy dom.

Dopiero podczas rozwodu dowiedziałam się, jak bardzo wolałby w tym czasie poleżeć na kanapie z pilotem w ręce.

– Jedziemy? – pytałam zwykle.

– Tak – odpowiadał tylko.

Dlaczego mi ulegał? Zapewne ty również możesz mnożyć podobne przypadki.

Czy zamkniętą w sobie osobę można nakłonić do dialogu, do wyrażania własnej opinii, do okazywania emocji?

Nie jest to łatwe, ponieważ zachowanie ludzi w określonych sytuacjach jest mocno zakorzenione i wypływa zarówno doświadczeń, jak i czynników kulturowych czy nacisków społecznych. Po drugie, jest to proces kontrolowany i świadomy, a my przecież rzadko kontemplujemy zachowanie drugiej strony. Działamy z automatu i z automatu zaczynamy konwersację, bezwiednie dążąc do zaspokojenia swoich potrzeb. Słyszymy to, co chcemy usłyszeć, widzimy to, co pragniemy zobaczyć.

Naturalnie nie oznacza to, że nie należy próbować lub że trzeba zmieniać kogoś na siłę. Chodzi o to, aby rozpoznać typ osobowości i dostosować do niego sposób komunikacji. To, co możemy zrobić, to uświadomić partnerowi, jacy jesteśmy, jaki mamy typ osobowości, dlaczego mamy taki, a nie inny pogląd na otaczającą nas rzeczywistość, a następnie zapewnić go, że również ma prawo do własnego zdania, własnej interpretacji docierających do niego informacji.

„Bardzo chciałabym poznać twoje zdanie na temat…”, „Czy uważasz, że…?”, „Jak myślisz, czy to słuszne spostrzeżenie…?” – jak zareaguje twój partner, gdy w ten sposób zaczniesz rozmowę? Czy otwarte pytania pomagają poznać myśli i emocje rozmówcy? Czy warto próbować?

Tak, warto, ale tylko wówczas, gdy masz szczere intencje. Człowiek, którego pytasz, musi odczuwać intencjonalność twoich pytań i nie mieć obawy, że akceptujesz jego zdanie dla świętego spokoju, że nie jesteś wyrachowanym przytakiwaczem.

 

Wioletta Klinicka

Trener Integracji Personalnej

Zapraszam do zapoznania się z książkami ( kliknij w grafikę)

Recommended Posts