Czy można kochać zbyt mocno? – Bezimienni cz. 2, akt 4.

Jest dobrym chłopcem. W zasadzie prawie mężczyzną. Ja w jego wieku, proszę pani, i po ślubie byłem, i dobrą pracę miałem. Moja pierworodna się urodziła. Za dwóch pracowałem, ale i za dwóch mi płacili. Tylko wydawać nie było na co. Nie to co teraz. Ale wie pani, to dobrze, że młodzież teraz ma wszystko. I nie dziwię się, że mój chłopak też chce wszystkiego. To nie jego wina, że na stare lata nam się przytrafił. Ani że taki nerwowy. Żona zawsze mu dogadzała, a ja, zamiast do piwnicy zabierać, rzemiosła uczyć, to w kieszeń wkładałam. Do gotowego go przyzwyczailiśmy. A teraz żona płacze, że on taki i owaki. To nieprawda, niech pani nie słucha jej użalania się. To bardzo dobry chłopak, tylko trochę trzeba nim pokierować. Najlepiej, gdyby żonę sobie znalazł, która mogłaby o niego zadbać. Nie ma kobiety, więc od rana do wieczora z łobuzami się szlaja, które do złego go namawiają. I to nieprawda, że całą emeryturę ukradł jej z portfela. Przecież jesteśmy jego najbliższą rodziną. Jak to młody: trochę w długi popadł, bo gospodarzyć kieszonkowym nigdy się nie nauczył. A z tym siniakiem pod okiem mojej starej to też była inna historia. Stara narobiła hałasu, policję wezwała, a ja potem musiałem oczami świecić, bo sąsiedzi śmiali się, że na stare lata potwora sobie chowamy, żeby się nie nudzić. Moja córka to też mądrala. Od tamtej pory nie daje nam ani złotówki. Zawsze była zawzięta, w mamusię poszła. Niczego nie da, dopóki syn z jednej miski z nami je i pod jednym dachem z nami żyje. A co, na ulicę mam go wyrzucić? Jak śmiecia? Nie, on do żony w życiu by rąk nie wyciągnął, ale wie pani, tego dnia przyszedł trochę na rauszu. Co w tym złego? W końcu jest facetem. A żona zaczęła go zaczepiać i dręczyć, że już trzydziestka mu stuknęła, że żadnej szkoły nie ukończył, że ona tyle dla niego zrobiła i teraz płaci za to, że rozpieszczała. No i chłopakowi nerwy puściły. Przecież wiedziała, że jest nerwowy. I w tej złości sięgnął po to, co było pod ręką. A że żona właśnie kolację robiła, to deską do krojenia machnął. Ja wiem, że on ją tylko chciał nastraszyć, tak jak wtedy, gdy jej nogi związał sznurem od żelazka, bo ona ciągle tylko gadam zamiast pijanemu pozwolić spać. Gdyby z kuchni uciekła, zamiast okoniem stawać, to on by w nią przypadkiem nie trafił. No, ale dzieci, proszę pani, to tylko dzieci. Wybaczyć im trzeba i zrozumieć ich, przecież my też kiedyś i młodzi byliśmy, i rodziców słuchać nie chcieliśmy. I z tego braku posłuszeństwa moja żona w swoje osiemnaste urodziny rodziła, a ja mogłem zapomnieć o studiach. Ale głowę do matematyki do dziś mam. Ja wiem, proszę pani, że gdybyśmy go inaczej wychowali, w porę pozwolili dorosnąć, to on, proszę pani, nie tylko inżynierem by był, lecz także jakimś profesorem, jak mój zięć. Chociaż może i lepiej, że on taki, bo może nosa by zadzierał i chciał nas w każdą niedzielę na obiad zabierać i w święta, a my z moją starą to już tylko świętego spokoju potrzebujemy. Już czas starości posmakować.

Wioletta K.

Kolejna historia już za tydzień.

Zapraszam do zapoznania się z inną moją twórczością.

Recommended Posts