Czy miałabyś odwagę pokochać singla takiego jak Ty?

Tak smutnej twarzy nie widziałam od dawna. Oczy wydawały się puste, bez nadziei, pozbawione wiary. Całą sobą malowała smutek, żal i rozczarowanie życiem. Sylwetka lekko pochylona, opadłe policzki, tylko od czasu do czasu podnoszone powieki. Budziła się z letargu na kilka sekund, aby jak najszybciej wpaść z powrotem w jego sidła.

Bycie singielką nie zawsze jest usłane różami. Nawet kobiety, które stają się nimi z wyboru, cierpią z powodu samotności. Przeczytałam ostatnio artykuł, którego puenta brzmiała: Pogódź się z tym, że już do końca życia będziesz sama. Okrutne słowa, odbierające ostatnią nadzieję. Zastanawiałam, się czy pisząca je osoba była singielką. Z jednaj strony szkoda, że tego nie sprawdziłam – nie lubię, gdy odbiera się nadzieję, z drugiej strony – popieram tezę, że należy cieszyć się życiem w pojedynkę i umieć odnaleźć się w takiej roli. Dla większości kobiet stanowi to nie lada wyzwanie, ale możliwe do osiągnięcia. Bliska mi kobieta również o tym wie, w niezwykły sposób radząc sobie z nową rolą, nie oznacza to jednak, że ktokolwiek ma prawo mówić jej, by żyła, nie licząc na przeżycie wspaniałej miłości.

Łatwo odebrać jest nadzieję, trudniej rozbudzić tę wiarę.

Niebawem ukaże się „Singielka” – mój audiobook przeznaczony dla kobiet, które znajdują się w sytuacji, w jakiej sama byłam. Nagranie powstało w jednym celu cel: przekonać, że każda z nas ma prawo do miłości, rozpoczęcia nowego związku, motyli w brzuchu; każda z nas ma prawo do szczęśliwego życia. Aby jednak uświadomić sobie, czego oczekujesz od życia, musisz poznać swoją wartość, zwiększyć swoją pewność siebie, poznać swoje wymagania, a przede wszystkim – określić swoje oczekiwania.

Gdy zaczynam rozmowę z kobietami, które czują się samotne, w ich głosie wyczuwam pustkę, brak emocji, szarość; wszystko staje się dla nich albo czarne, albo białe; często czują się gorsze od kobiet „zajętych”, mało atrakcyjne i niepotrzebne. Zakładają różne maski. Ukrywają się przed światem, znajomymi i rodziną, podając tysiące argumentów, którymi tłumaczą chęć ucieczki. A kiedy przestają łkać, zadaję tylko dwa pytania:

Czy chcesz być z mężczyzną? (Zazwyczaj odpowiedź brzmi: „Tak, bardzo”)

Czy zakochałabyś się w facecie, który zachowuje się tak jak Ty w ostatnim czasie? (Czyli płacze, popada w doły, zaniedbuje siebie na zewnątrz – ciało – i swoje wnętrze – duszę, jednocześnie chowając się w najciaśniejszym kącie)

W tym momencie najczęściej zapada cisza.

Pozwalam mojej rozmówczyni trwać w tej ciszy. Wiem, że w jej głowie pojawiają się dziwne, niekiedy wręcz abstrakcyjne obrazy. Wiem, bo sama przeżyłam ten etap. Wiem, bo po rozwodzie nie miałam nawet sił brać wieczorem prysznic. Po usłyszeniu pytania zastanawiałam się, dla kogo ja to robiłam? Zobaczyłam siebie przy kimś zupełnie innym niż ja w tamtej chwili. Kim ja jestem? Co ja ze sobą robię? Czy mi się to podoba? O kurczę, co ja zrobiłam?!Co ja sobie robię…?!

Jedno pytanie może zdziałać cuda: obudzić siłę do działania, przynieść nadzieję i wiarę. Tak postawione pytanie potrafi dniami brzmieć w głowie jak mosiężny dzwon, aż odnajdziesz w swoim umyśle odpowiedź; aż podejmiesz jedyną słuszną dla siebie decyzję, która rozpocznie rewolucję w twoim toku myślenia i działania.

To wówczas zaczynasz odkrywać siebie na nowo. To wówczas zaczynasz na nowo siebie kochać. To wówczas zaczynasz na nowo dbać o siebie – dla siebie.

Ja rozpoczęłam przygodę z rozwojem osobistym, szukając pomocnej dłoni. Sobie również podałam dłoń i ciągnęłam siebie do góry. Dziś jestem dumna z siebie, słysząc zdziwienie w głosie sąsiadów, pytających, skąd we mnie tyle energii, lub gratulujących, że tak świetnie poukładałam swoje życie. Czuję swoją wartość i mam siłę, aby swoim doświadczeniem dzielić się z innymi kobietami.

Z czasem doznajesz olśnienia i wiesz, że robisz to wyłącznie dla siebie; wiesz, że to właśnie tobie ma na tobie najbardziej zależeć. Zaczynasz emanować blaskiem, który staje się wyczuwalny również dla innych. Zaczynasz przyciągać do siebie ludzi o podobnym uosobieniu, którzy – tak jak ty – kochają siebie i chcą kochać innych. Uświadamiasz sobie, że umiesz czekać na tego jedynego i jesteś pewna, że przyjdzie dzień, gdy go spotkasz, choćby przypadkiem, w supermarkecie. Tej wiary nikt nie jest w stanie ci odebrać, a sam czas, zamiast być czasem wyczekiwania, biernego siedzenia i użalania się nad sobą, okaże się czasem, w którym zaczniesz celebrować swoje Ja, i przestrzenią wypełnioną poznawaniem siebie i uczeniem się siebie.

Cudownie jest patrzeć, jak błyszczą oczy singielki, która korzysta z życia i patrzy na świat z ufnością.

Pozdrawiam, Wioletta Klinicka

Polecane artykuły