Czy masz wiarę w swoją moc sprawczą

Wiara w prawie przyciągania odbija się w twoim działaniu, emocjach i słowach.

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś(-aś) się, czy ty w ogóle wierzysz w prawo przyciągania?

Sprawdź siebie. Nie ma co się bać, nawet jeśli zaboli, to ten ból pomoże ci pogłębić twoją samoświadomość. Bywa tak, że to nie brak wiary w siebie, nie brak wiary w to, że coś ci się należy, nie brak wiary, że czegoś nie osiągasz, bo… stoi na przeszkodzie w uaktywnieniu prawa przyciągania.

Usiądź wygodnie i zacznij wyobrażać sobie życie bez… (tego, o czym marzysz, czego pragniesz, czego chcesz)

– Co będziesz robić, jeśli nie…

– Jak będziesz spędzać wolny czas, jeśli nie…

– Jak będziesz się czuć, jakie emocje będą ci towarzyszyć, jeśli nie…

– Jakim będziesz człowiekiem, przyjacielem, mężem, żoną, matką, partnerką, jeśli nie…

Możesz to wszystko zapisać. Tak, opisz to z dużą dawką uważności. Przyglądaj się sobie, jak się czujesz, gdy piszesz o tym, że nie osiągasz celu…

Bo może się okaże, że poczujesz wolność umysłu, że poczujesz, jakbyś zrzucił(a) z pleców tonę żelaza.

A może się okaże, że nie możesz takiej rzeczywistości opisać, bo szlag cię trafia na samą myśl, że nie zostaniesz tym, kim być chcesz, że nie kupisz tego bmw, że nie pójdziesz do spa lub nie wyjdziesz za mąż.

Wiara. Umocnisz ją? Czy udowodnisz sobie, że wcale ci z tym pragnieniem nie po drodze?

 

Piszę – jedni uważają, że bardziej, a inni, że mniej udolnie. Ja sądzę, że jest to moje powołanie. Piszę od pięciu lat, zawsze tak mówię, a to już będzie siedem. Szok. Ale szokuje mnie to, że jest to hobby i praca, której poświęciłam tyle minut, dni, miesięcy i lat, a efekt jest taki, że mam na koncie bestseller, z tym że wydawca jeszcze o tym nie wie. Śmieję się z tego, ale gdy ty śpisz, zastanawiam się, dlaczego wciąż zbyt mało popularne są moje artykuły, dlaczego zbyt mało osób je czyta, dlaczego wciąż nie odnalazł mnie ten człowiek, który powie: „Pani Klinicka, pani jest genialna, pani musi dla nas pisać, pani będzie zarabiać tyle, że pani sprzeda swoją firmą i zajmie się tylko pisaniem”. Czy ja w to wierzę?

Skoro mija siódmy rok, a ja takich słów nie usłyszałam? A może mam zbyt mało wiary w swoim sercu i umyśle?

Co robić? Czy poddać się, czy brnąć dalej? Zamknąć bloga lub pozwolić mu umrzeć śmiercią naturalną czy wciąż nadawać sens życiu marzeniami?

Bo jeśli odpuszczę tuż przed metą? A jeśli odpuszczę i nigdy się nie dowiem, co będzie jutro z tym pisaniem, co z niego wyniknie za miesiąc, za rok?

Gorączkowo poszukiwać rozwiązań i reklamować się czy skupić się na pisaniu – na tym, do czego czuję się stworzona – a resztą zajmie się Bóg, wszechświat, los?

A może cierpliwość jest wpisana w prawo przyciągania? A może nie, może trzeba tupnąć nogą i jak dziecko wykrzyczeć: „ja tego chcę i już!”?

Robić swoje i kochać każdą chwilę, którą mogę poświęcić na pisanie wierszy, prozy lub felietonów? Czy babrać się w domysłach?

A jeśli odpuszczę, jak będę się czuła? Co będę robiła z wolnym czasem? Co sobie w zamian dam?

Palce prześlizgują się po klawiaturze, robią to chętnie, a w umyśle i ciele mnożą się hormony szczęścia…

Wioletta K.

Polecane artykuły