Czy jestem już idealna? :)

Nie sprzątam, nie gotuję, nie prasuję. Lubię podróżować, jadać w kolację

w romantycznych restauracjach i przytulać się przy blasku zachodzącego słońca.

Jestem kapryśna, dominująca i gotowa w każdej chwili przeżyć fascynujące

uniesienie.

Potrzebuję faceta, który będzie uległy w swojej stanowczości i odczytywał moje myśli. Mogłabym jeszcze długo wymieniać, ale czy jest ktoś, kto takiej kobiety potrzebuje?

Kiedyś mój przyjaciel zapytał czego ja chcę, jak wyobrażam sobie mój

kolejny związek. Otworzył buzię ze zdziwienia pytając, czy taki ktoś istnieje?

Wówczas zapytałam go ile razy podziękował swojej żonie za obiad, nawet jak

był odgrzewany w mikrofali, ile razy dostrzegł wyniesione śmiecie i lśniącą

łazienkę.

No jak? –  odpowiedział –  to chyba normalne.

Co jest takie normalne? –  spytałam.

To, że wszystko jest na swoim miejscu – odpowiedział.

Zaczęłam się już wówczas zastanawiać, czy faktycznie mężczyźni oczekują od nas tego, abyśmy były kucharkami, sprzątaczkami itp.

Czy na tym polega rola kobiety w związku? Czy na tym aby wszystko było na swoim miejscu? Bo jeśli tak, to dlaczego jego żona jest kobietą zdradzaną? Czego jej brakuje? Od tej odpowiedzi X się wykręcił.

Wiesz – oznajmił – tak wyszło.

Próbowałam sobie przypomnieć ile razy, w ciągu 20 lat, usłyszałam od swoich partnerów komplement za to, że w domu jest wszystko jak w pudełeczku? Liczyłam bardzo długo i w końcu odpuściłam, bo jestem pewna, że to liczba 3. Trzy raz facet zauważył, że coś jest zrobione.

Raz, jak doszorowałam starą toaletę – mój mąż powiedział – a ja myślałam, że on jest

koloru beżowego.

Drugi raz, to nawet nie był mój mężczyzna, tylko pan u którego pracowałam – stwierdził, że ta podłoga nigdy tak nie błyszczała, innym razem mój mąż powiedział – ja wiem, że ty zawsze z niczego zrobisz coś, gdy przygotowałam miejsce we wciąż remontowanym salonie, pod jego imprezę z kolegami.

Czy mężczyźni potrzebują właśnie tego? Czy nasz wysiłek ich uszczęśliwia czy tylko daje im poczucie, że wszystko jest tak jak być powinno?

Rutynę w której w końcu zaczynają się dusić? Czy dom to muzeum, a kobieta to strażnik?

Wczoraj rozmawiałam o tym z moją koleżanką, również singielką.

Doszłyśmy do przekonania, że też nie każdej kobiecie służy związek ze wspólnym zamieszkaniem.

Często bywa tak, że kobiety mają potrzebę, tak same z siebie, matkować i sprzątać, kucharzyć i piec oraz prać jego skarpetki ale najczęściej oczekują w zamian docenienia. Trudno jest się jednak tego doczekać i zaczyna się frustracja. Popadają w stan trudny do określenia. Niby z jednej strony są szczęśliwe, czują się spełnione ale z drugiej strony brak zauważania ich starań przez partnera czyni je zrzędliwymi i rozgoryczonymi.

A może one wcale nie robią tego dla siebie? Może tak bardzo mamy taką potrzebę zakorzenioną ….w genach, że inaczej nie potrafimy? Może to taki wewnętrzny przymus, który nas pcha w utarte od wieków schematy? Bo jeżeli powiem, że lubię gotować, to czy mam prawo oczekiwać za to pochwał? A co się stanie jak powiem, że nie lubię prasować i któregoś dnia uprasuję mu koszulę? To, co jesteśmy bardziej docenić? Coś o czym partner wie, że jest dla nas przyjemnością i po prostu ta koszula zawsze jest wyprasowana? Czy to, o czym partner wie, że nie lubimy robić a jednak w drodze wyjątku, tak dla niego zrobiłyśmy to?

Moim zdaniem zanim kobieta wpadnie w sidła nowej miłości dobrze powinna się zastanowić, co lubi robić a czego nie znosi, odkryć swoje prawdziwe ja oraz zdystansować się do przeszłości. Bywa tak, że to, co nam służyło i co wręcz kochałyśmy robić, przestaje już być ulubionym zajęciem.

Wówczas już wiesz, kim jesteś, co cię uszczęśliwia i co powiedzieć o sobie na

jednej z pierwszych randek. Moim zdaniem przybierane maski, aby się pokazać

na wstępie z jak najlepszej strony, z biegiem lat same odpadają i pozostaje naga

rzeczywistość, która czasami prowadzi do wielu nieporozumień i konfliktów.

Gdy mężczyzna kocha kobietę kocha ją za to, że jest sobą – tak myślę.

Pozdrawiam, Wioletta Klinicka

Polecane artykuły