Człowiek traci czy zyskuje przy bliższym poznaniu?

Może mamy zbyt dużo czasu, a może jednak zbyt mało?

Za dużo, dlatego interesujemy się życiem innych osób, a mimo to za mało, aby prawidłowo zinterpretować czyjeś zachowanie.

Pisałam o tym w poprzednim artykule: dostrzegamy ludzkie działanie, ale nie sytuację, która je wymusza. Na podstawie zachowania określamy osobowość i przypisujemy ludziom cechy charakteru. Żyjąc w pośpiechu, nie zastanawiamy się nad tym, czy daną osobą faktycznie kieruje chciwość, gdy rozlicza się z tobą co do grosza, czy może jej portfel świeci pustką.

Nie zastanawiamy się nad tym, czy to rola społeczna, zakazy lub normy społeczne warunkują czyjeś zachowanie. Smutas to smutas, a facet krzyczący przez telefon na pewno jest cholerykiem lub agresywnym gburem.

Sytuacja staje się tylko tłem, którego nie dostrzegamy, którego nie kontemplujemy, nad którym się nie pochylamy; po prostu w ciągu 30 sekund nasz umysł kształtuje zdanie na temat napotkanej osoby.

Ile razy okazało się, że ktoś tracił przy bliższym poznaniu? A może sparzyłeś się? A może zawiodła cię intuicja, bo ten przystojny facet/ta pociągająca kobieta nie spełnili twoich oczekiwań? Miałeś wrażenie, jakby nagle ich osobowość uległa przeobrażeniu.

Nietrafna ocena danej osoby niejednokrotnie dużo kosztuje. Działa to w obie strony.

Co to dla ciebie oznacza? Czy nie powinieneś ulegać własnej intuicji?

Nie, nie można drastycznie się od niej odciąć, ponieważ intuicja to nic innego jak zapamiętane doświadczenia i przechowywane emocje, które odczuwałeś w danej sytuacji. Jednak aby cię chronić, intuicja potrafi płatać figle.

Wyobraź sobie, że poznałaś mężczyznę. Już w pierwszej minucie zrobił na tobie szaleńcze wrażenie. W tym czasie nad twoim umysłem władzę przejął mózg emocjonalny, jednocześnie odcinając dostęp do płatów przedczołowych,. Oznacza to, że logiczne myślenie zostało uśpione.

Mężczyzna rozmawia z tobą spokojnie, uwodzicielsko się uśmiecha i adoruje cię każdym słowem. Podoba ci się jego poczucie humoru, a on sam z minuty na minutę wydaje ci się coraz bardziej wartościowym człowiekiem, posiadającym najbardziej pożądane przez ciebie cechy.

Spotykacie się coraz częściej. Któregoś dnia spóźniasz się na spotkanie, a on robi ci karczemną awanturę. Ale ten pierwszy wybuch wybaczasz mu bardzo szybko. Dajesz buziaka, może nawet coś więcej… On znowu staje się tym czarującym facetem, którego przed zaśnięciem tłumaczysz w myślach.

Mija tydzień, a ty nie odstawiłaś szklanki na podstawkę. Tego już nie mógł znieść; nie dość, że w zlewie zostawiasz włosy, a rano chodzisz boso po mieszkaniu, to jeszcze niszczysz jego stolik za 1200 zł.

Kolejna awantura.

Po kilku takich akcjach twój mózg emocjonalny powoli ustępuje pola mózgowi racjonalnemu i nie wybaczasz tak szybko. Już nie przebierasz w słowach. Idziecie łeb w łeb. Noc spędzasz u siebie, dziękując sobie, że nikomu nie wynajęłaś swojego mieszkania.

A teraz wyobraź sobie inną sytuację: jesteś u koleżanki na urodzinach. Zabrakło lodu, więc idziesz do kuchni. Tam natykasz się na faceta, który robi komuś karczemną awanturę. Jest zły, zdenerwowany, a jego słowa niezwykle agresywne. Jest tak pochłonięty awanturą, że nie zauważył, jak weszłaś.

Bierzesz lód i szybko wracasz do salonu. Znajdujesz przyjaciółkę i nerwowym szeptem informujesz ją, że jakiś chamski choleryk wypełnia jej kuchnię gęstym powietrzem. Niemal kipi mu z uszu.

Przyjaciółka szybko domyśla się, o kogo chodzi. Uśmiecha się i mówi ci, że facet ma problemy, ale ona nie może ci o nich powiedzieć, bo to jego życie prywatne.

Wzruszasz tylko ramionami i mruczysz pod nosem, że nic nie upoważnia go do odzywania się w taki sposób do kobiety.

Po kilku minutach zauważasz, że facet, którego obraz jeszcze nie zatarł się w twoim umyśle, idzie w twoim kierunku. Chcesz zrobić unik, bo znasz tego typu awanturników i nie masz ochoty poznawać kolejnych, niestety – zanim zdążyłaś zastanowić się, dokąd uciec, on wyciągnął do ciebie rękę, przedstawił się i szczerze zaczął przepraszać za to, że musiałaś być świadkiem tamtej rozmowy.

Jesteś nieugięta, masz nieprzejednaną minę, ale wysłuchujesz go. Czujesz ulgę, gdy odchodzi. Trzy tygodnie później dowiadujesz się, że jego była żona nie pozwala mu spotykać się z córką. W niedzielę miał zabrać małą do kina, ale w sobotę wieczorem żona zmieniła zdanie – sytuacja powtarza się od ponad pół roku.

Los ponownie skrzyżował wasze losy – przez trzy kolejne miesiące dziwnym trafem potykacie się o siebie, chociaż do dnia urodzin przyjaciółki nawet nie wiedziałaś o jego istnieniu.

Któregoś dnia zaprasza cię na kawę. Uznajesz, że skoro i tak często się widujecie, niech tym razem będzie to zaplanowany wypad. Po roku czujesz się przy nim tak bezpiecznie jak przy nikim innym. Zakochujesz się.

Naszą uwagę przykuwają ludzkie działania, nie zaś sytuacje, które pozostają zaledwie tłem.

Psychologowie wysnuli teorię, że skłonność do postrzegania zachowania jako wyrazu wewnętrznych cech jednostki jest charakterystyczna dla indywidualistycznych kultur Zachodu, ale nie dla kolektywistycznych kultur Dalekiego Wschodu, gdzie głównym potwierdzeniem zachowania są nakazy i normy społeczne. Dodatkowo wyjaśniają, że skłonność do upatrywania czynników cudzego zachowania w osobowości jest wynikiem wieloetapowości procesu wnioskowania o tych przyczynach.

Etap pierwszy – rozpoznajemy, co ktoś robi (krzyczy, uśmiecha się, smuci, milczy). Na tej podstawie wstępnie przypisujesz określone cechy swojemu partnerowi (nazwa cechy jest równocześnie abstrakcyjną nazwą zachowania).

Etap drugi – uwzględnienie poprawek w odniesieniu do sytuacji. W momencie gdy bohaterka naszego opowiadania dowiedziała się o przyczynie zachowania nieznajomego, zmieniła zdanie na jego temat. Gdy wiemy, dlaczego dana osoba zachowuje się agresywnie, słabnie poziom agresji, jaką mu przypisujemy.

Błąd w ocenie drugiego człowieka wynika z tego, że nie mamy czasu (a często nawet ochoty), aby zadać sobie trud i poznać sytuację, w jakiej znalazła się dana osoba, oraz zrozumieć przyczyny jej zachowania. Nic dziwnego, ponieważ zwykle poznaniu drugiej osoby towarzyszą inne zajęcia, a przypisanie cech na postawie zachowania ma charakter automatyczny i bezwiedny. Jest to etap pierwszy. Etap drugi wymaga od nas spokojnego i wolnego umysłu; świadomości i samoświadomości, co jest niemal niemożliwe, gdy obserwator równocześnie jest zajęty czymś innym. (Do rzadkości również należy kontrolowanie własnego zachowania.)

„Nadmierna skłonność do przypisywania ludziom cech dokładnie odpowiadającym ich zachowaniu jest błędem, którego nie poprawimy, ponieważ nie zdajemy sobie z tego sprawy, że go popełniamy”[1].

 

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

[1] B. Wojciszke, Nie rób drugiemu, co tobie nie miłe, Gdańskie wydawnictwo psychologiczne, Sopot 2009, s. 23.

Zapraszam do księgarni – Kliknij Tu 

    

Recommended Posts