Czego brakuje miłym facetom?

Znowu nie znalazłam w nim twojej twarzy. Nic się nie stało, może jestem dziś tylko trochę bardziej płaczliwa…

– Robert – powiedziałam – nie namawiaj mnie. Mam dość randek w tym tygodniu.

– A ze mną chcesz się spotkać? – zapytał po chwili milczenia.

– Nie mogę zawracać ci głowy swoimi miłosnymi porażkami.

– Ale sama mówisz, że każda porażka tylko utwierdza cię w tym, czego naprawdę pragniesz – dodał, a w jego głosie usłyszałam powagę.

– Albo kogo – odparłam, w końcu się uśmiechając.

– To, co – podjął ponownie Robert – spotykamy się o 18.00? Tam, gdzie zawsze? – dodał pośpiesznie, aby nie pozwolić mi na wahanie. Wiem przecież, że ma inne, o wiele ważniejsze zajęcia, ale nie powiem mu tego, bo mógłby mnie zbesztać. W takich sytuacjach zwykle wylicza, ile razy przychodził do mnie bez zapowiedzi; ile razy pokłócił się z Kasią, którą niedawno poznał i mógł u mnie pomilczeć. Raz nawet kupili mi nowy materac i zapłacili za hotel, bo przyszło im do głowy godzić się na moim łóżku. I chociaż nie miałam wtedy nawet szczoteczki do zębów, kibicowałam im tej nocy, bo czyż nie jest fajną sprawą podtrzymywać żar związku w najmniej oczekiwanych momentach…?

– Czego mu tym razem brakowało? – zapytał Robert, podchodząc do stoika.

– Oho, sądząc po twoim tonie, myślisz, że jestem wybredna – zaśmiałam się, – Znowu jesteś przeciwko mnie.

– No wiesz, koleżanko, męska solidarność. Muszę jakoś bronić tych biedaków. Jestem pewien, że spodobałaś mu się i zastanawia się teraz, czego mu zabrakło.

– Temperamentu i wzrostu – wyrzuciłam z siebie pospiesznie. – Wiesz, on był taki miły, wiele nas łączyło, ale czułam się przy nim za duża. A gdy nagle mnie pocałował, miałam wrażenie, że całuje mnie kobieta. Był taki delikatny… Dziś pomyślałam, że mogłabym jego twarz zmieścić w swoich dłoniach. To nie jest partner dla mnie.

– Jednym słowem – zabrakło chemii – oszacował Robert.

– Może gdyby był wyższy, bardziej męski, bardziej zdecydowany…? Może okazał się za miły? – zastanawiałam się głośno.

– Dlaczego wy, kobiety, kochacie się w draniach! – wykrzyczał Robert, nie dając mi skończyć.

– To nieprawda – dodałam, lekko tylko speszona, ponieważ ostatni facet, który zrobił na mnie wrażenie, taki właśnie był. – Ten z teatru w żadnym procencie nie wyglądał na drania – dodałam na swoje usprawiedliwienie. – Raczej na miłego faceta, który potrafi zadbać o kobietę.

– A ten z zeszłego tygodnia? – wiedziałam, że mi go wypomni.

– Akurat miałam owulację i tylko dlatego byłam gotowa stracić dla niego głowę.

– Znowu się zaczyna – zaśmiał się Robert.

– OK, już milczę, chociaż sam ostatnio przyznałeś mi rację, gdy mówiłam, że wiele tłumaczy teoria o tym, że w momencie owulacji podobają nam się dranie.

Wyniki badań opublikowanych w „Journal of Personality and Social Psychology” pokazują, że w okresie owulacji kobietami rządzą hormony. Zmienia się wówczas zarówno myślenie, jak i zachowanie. Kobiety podświadomie przygotowują się do kopulacji, dlatego poszukują i zwracają uwagę na mężczyzn najbardziej atrakcyjnych pod względem fizycznym. Można powiedzieć, że w tym wypadku ewolucja nie działa.

Przeprowadzono również badania, które ujawniają, że gdy spada próg płodności u kobiety, na nowo dostrzega ona walory miłych chłopców.

Kolejne badania, tym razem przeprowadzone przez profesora Amena, dowodzą, że w chwili owulacji układ limbiczny działa na wysokich obrotach, co doprowadza do zniekształcenia postrzegania rzeczywistości. Targają nami emocje. Do głosu dochodzi mózg gadzi, czyli pierwotne instynkty. To nie tylko tłumaczy, dlaczego podświadomie wybieramy genetycznie dobrze obdarowanych mężczyzn (wy, panowie, również zwracacie na to uwagę, gdy szukacie potencjalnych matek swoich dzieci), lecz także nasze humory w tym okresie.

– Ale Robercie, czy nie sądzisz, że jest to dobra wiadomość dla mężczyzn, którzy zazdroszczą innym bujnego życia towarzyskiego?

– Zapewne tak – podchwycił temat Robert. – Faceci zazwyczaj nie mówią wprost o swoich problemach, tylko sami szukają rozwiązań. Często sięgają po zwykłe naśladownictwo, a wtedy – kurczę, jak to komicznie wygląda…!

– Wiesz – dodałam po chwili zastanowienia – myślę, że wszystko zależy od tego, na ile mężczyzna jest pewny siebie. Pamiętasz, jak mówiłam ci o facecie, który przyglądał mi się w sopockiej restauracji? Może pociągała mnie właśnie ta jego pewność siebie, sposób, w jaki parzył, i to, że wyrażał to przekonanie całym sobą…? Przecież musiał być już dobrze po pięćdziesiątce, no, a przynajmniej tak wyglądał!

– Czyli twoim zdaniem nie tylko wygląd się liczy? – dodał z siebie dumny Robert.

– Musi być coś więcej, zwłaszcza że nie każdego mężczyznę wszystkie kobiety uznają za macho. Każda kobieta patrzy na mężczyznę według własnego uznania.

– A wczoraj miałaś wysoki czy niski próg płodności? – roześmiał się Robert.

– Ja niski, a on miał za małą dawkę decyzyjności.

– No to twoja teoria legła w gruzach – próbował mnie zagiąć.

– Wiesz – zaczęłam – tak całkiem poważnie, to myślę, że na wybór partnera składa się wiele czynników. Oczywiście biologiczne uwarunkowanie odgrywa – jak widać – dużą rolę, ale jesteśmy też obciążeni kulturowo, religijnie, a pewne wzorce wynieśliśmy również z domu. To wszystko wpływa na nasze przekonania, nad którymi niełatwo się pracuje. Przede wszystkim trzeba je dostrzec; zrozumieć, że tak właśnie działamy, że dobieranie się w pary jest również nawykowe i że w tej kwestii również działamy na automacie. Ostatnio rozmawiałam z moim synem – w nim też ukształtował się pogląd, że jeśli coś w związku nie działa najlepiej, lepiej się rozstać. Moim zdaniem wpływa na to fakt, że praktycznie wychowywałam go sama i nie ma wzorca pełnej rodziny. Ja sama wychowywałam się w rodzinie, w której ojciec zawsze pracował w delegacji. Dwa moje związki były związkami na odległość. Nawet nie wiem, czy umiałabym żyć z mężem 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu pod jednym dachem. Jeśli kobieta nie zazna miłości ze strony rodziców, odrzucenie będzie stanem jej ciągłych poszukiwań. Jeśli mężczyzna miał dominującą matkę, z łatwością odda ster swojej żonie.

– A ty już nie chcesz trzymać steru w swoich rękach? – zapytał Robert, dziwnie patrząc w dół, jakby odwoływał się do swoich uczuć.

– O czym tak naprawdę pomyślałeś? – zapytałam po chwili zaciekawiona.

– O tym, że masz rację. Najważniejszą sprawą jest to, aby budować pewność siebie. Nawet jeśli facet lubi, gdy kobieta dominuje w związku, musi być pewien tego, że taka rola mu odpowiada. I nie może pozwolić, aby środowisko wpływało na jego przekonania.

– Z czasem zaczniesz przyciągać do siebie odpowiednie kobiety, które podzielą twoje poglądy. Te zaś, które cię szanują i kochają, przyzwyczają się do ciebie prawdziwego i zaakceptują cię, a nawet uznają twoje przekonania za atrakcyjną cechę, ponieważ będą wyrazem ciebie naturalnego.

I vice versa – odpowiedział.

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Polecane artykuły