Cz. 2 A co później, gdy mgła opadnie?

Jak ujarzmić emocje?

Dziś po południu, tuż przed chęcią napisania artykułu, dostałam bardzo przykrą wiadomość. I chociaż wiedziałam, że kiedyś ją usłyszę, nie byłam gotowa na jej przełknięcie. Zdenerwowałam się. Ogarnęła mnie panika. Chciałam uciec gdzieś, gdzie usłyszane słowa nie pobrzmiewałyby w mojej głowie z taką natarczywością. Chciałam wyjść z domu, zatracić się w mieście, wypić lampkę wina, patrzeć na ludzi i pożyć trochę ich szczęściem. Albo zniknąć. To był mój pierwszy odruch. Normalne, ludzkie, takie naturalne zachowanie w obliczu osobistej tragedii. W chwili gdy moje ciało miotało się po domu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, umysł zaczął podsuwać pytanie – dlaczego? Na szczęście nie lubię tego mało konstruktywnego pytania, które wyłuszcza na światło dzienne najmniej konstruktywne odpowiedzi, mające na celu jeszcze bardziej mnie zdołować: bo jesteś naiwna, głupia, idiotka, beznadziejnie ślepa, nierozsądna, tak, bo tak. Jedno „dlaczego” zawsze wygeneruje następne. To pytanie, świadomość jego pojawienia się, na moment zmieniło tok płynących myśli i dało mi przestrzeń potrzebną do zadania lepszego pytania: CO BĘDZIE, JAK MGŁA OPADNIE? Co się wydarzy? W danej chwili z podaną mi informacją nie mogłam nic zrobić. Otrzymałam ją i już. Nie cofnę czasu, nie nagnę cudzych decyzji, jedyne, co mogę zrobić, to zaakceptować ten fakt. Jedyne, co mogę zrobić, to otworzyć komputer i napisać to, co zmierzałam, działać według wcześniejszego planu. Nawet jeśli wymaga to ogromnej dawki energii mentalnej. Ponieważ gdy opadnie mgła, gdy emocje się wyciszą, gdy już opuszczą moje ciało, będę z siebie dumna, że energia, jaką posiadałam została dobrze spożytkowana.

Stres, chaos, krzyk, płacz wypaliłby ją o wiele szybciej, dołowanie się zużyłoby jej jeszcze więcej, zamartwianie się wywołałoby we mnie zmęczenie, poczucie wypalenia i kolejny dzień straciłabym na odbudowywanie sił witalnych. Napisanie artykułu – nawet gdy nie jest on jednym z najlepszych – pobudzi we mnie siłę do kolejnego działania, przynoszącego mi korzyść, dumę z wykonanego zadania, zwiększone poczucie wartości, wzrost energii.

Tuż przy końcu artykułu wiedziałam już, jak mam zareagować, aby nikogo nie skrzywdzić własnym poczuciem krzywdy. Oczywiście, że poprzez pisanie artykułu problem nie został rozwiązany, ale dałam sobie czas na reakcję i – co ważne – dzięki temu zachowałam proporcje. Moja opóźniona reakcja była proporcjonalna do zdarzenia, którego doświadczyłam.

Czasami wydaje się nam, że dany problem niesie za sobą koniec świata, że cierpienie nam się należy, że mamy prawo trwonić swoje zdrowie psychiczne i somatyczne w imię traumy, która nas dotknęła. I zapewne mamy prawo, bo jesteśmy obdarowani wolnością wyboru, ale czy warto dać się zatracić emocjom, które są posłańcami, które mają na celu tylko informować nas o zagrożeniu, stanie, w jakim się znajdujemy, czy sytuacji, jaka nas dotknęła? Puść emocje wolno (bez wewnętrznej walki, bez chowania ich pod dywan) za pomocą jednego pytania: co będzie, jak mgła padnie? Jak będę się czuła, gdy sytuacja się wyklaruje, jeśli teraz zachowam się tak czy tak?

Wyobraź sobie, że dany problem, twoje traumatyczne przeżycie, to pole walki na terenie twojego umysłu. Wszystkie wojny się kiedyś kończą, tyle że niektóre zostawiają po sobie tylko popiół i zgliszcza – skoro ty jesteś wojownikiem, jedynym żołnierzem, to znaczy, że to ty decydujesz, jak będzie wyglądać pole walki. Od ciebie zależy, co zastaniesz, zobaczysz, poczujesz, gdy opadnie mgła.

CDN.

Zapraszam  w następną środę o godz. 17.

Wioletta K.

Recommended Posts