Cybernetyczny seks

Z doświadczenia wiem, że aby czuć się osobą szczęśliwą należy wpierw czuć się dobrze sama ze sobą. I to bez dwóch zdań nie podlega dyskusji. Pomimo tego, że stan ten osiągnęłam na pytanie, jaką ścieżkę życia wybieram odpowiedziałam bezapelacyjnie życie na ziemi ze wszystkimi tego konsekwencjami i wszystkimi przywilejami.

Seks jest czymś bardzo naturalnym, a w piramidzie Maslowa umieszczony u samej jej podstawy. Ktoś taki jak ja może bez niego żyć, ale to nie oznacza, że daje przyzwolenie na jego brak. Jednak, dając tu, co niektórym panom odpowiedź, nie za wszelką cenę i nie z pierwszym lepszym. Chemia musi być. Nie ukrywam, że co niektórzy faceci piszący do mnie wydają się być pociągający. Ale czy aby można uprawiać seks na odległość?

A jednak coraz więcej mówi się o miłości cybernetycznej. Być może została ona wymyślona na potrzeby wielkich emigracji za chlebem wraz z technologicznymi wynalazkami. Jechał taki mąż za granicę i aby pozostać wierny swojej ukochanej włączał Skype i wspominał z żoną ostatnio spędzoną noc. Jeśli tak było to, kiedy posunęło się to tak daleko? Do tego stopnia, że bez skrupułów dwoje obcych sobie ludzi poznając się w sieci tam już pozostaje i stwarza sobie wirtualną sypialnie? A może było odwrotnie, może wpierw zaistniał cybernetyczny seks pomiędzy dwojgiem nie znajomych a dopiero potem zaczęły z niego korzystać pary, których los rzucił tysiące kilometrów od siebie? Dobre pytanie niczym, co było pierwsze jajko czy kura?

Jakąkolwiek drogą się to rozpowszechniło jest niczym zaraza, przeciwko, której jeszcze nie wymyślono szczepionki. Kolejny konwersacyjny temat dla tych, którzy chcą ustalać granice moralne.

Czy naprawdę cybernetyczny seks dwojga dorosłych ludzi wyrażających na to zgodę jest taki zły? Czy może tylko krępujący? Kto i gdzie ustala granice moralne? I dla kogo są one wytyczone? A może powstały po to, aby dodać całej tej sprawie bardziej pikantnego wymiaru?

Z tego, co już zdołałam zauważyć ludzie uwielbiają łamać zakazy, a wszystko, co zabronione wydaje się bardziej pociągające. Jednak czy wolna wirtualna przestrzeń nie zrobiła się aż nadto wolna? Wolna od romantyzmu i zasad savoir vivre? Myślę, że nie jestem przypadkiem odosobnionym kobietą, która tylko po włączeniu komunikatora dostaje dwuznaczne propozycje, ale mało tego mężczyźni wręcz walą prostu z mostu i rzucają ordynarnymi tekstami od razu nakazującymi się obnażać. Czy rozbieranie się przed kamerką jest już tak powszechne, bo może będąc w związku tyle lat coś mnie ominęło?

A jednak ktoś potrafił mnie zaskoczyć. Może to przypadek, a może w tym momencie było to dla mnie, dla realizującej się kobiety najlepsze rozwiązanie. Poznałam mężczyznę, którego słowa sprawiły, że przeniosłam się w tą cybernetyczną otchłań. Może właśnie wtedy to ma sens, wówczas, gdy mężczyzna zachowuje wszystkie reguły, które jesteśmy w stanie zaakceptować. Może zależy to od sposobu traktowania, wyrażania się, od wyższej inteligencji seksualnej?

Czyż nie jest tak samo w realu? Każde słowo i każdy najmniejszy gest ma znaczenie i wpływa albo ujemnie lub dodatnie na nasze zmysły. W świetle tego, iż najważniejsze w relacji jest pierwsze 30 sekund mogę przyznać, że jemu zajęło to 5 sekund. Czasami i w rzeczywistości wystarczy ułamek sekundy, aby ta druga osoba zaistniała w naszym życiu.

Cały czas, więc trzeba zachować czujność, mało tego wychodzi na to, że na niektóre sprawy i nowości naprawdę trzeba się otworzyć i tu, co niektóre moje znajome mogą w 100% to potwierdzić. Bo wiecie jak to jest zarzekała się żaba błota.

Czy w związku z tym nie jest tak, że z braku laku dobry kit? Czy lepszy wróbel w garści niż skowronek na dachu? Moim zdaniem wszystko, co sprzyja poprawie mojego samopoczucia jest mi potrzebne tak, więc dlaczego nie miałby to być, z odpowiednim facetem, cybernetyczny seks?

Zastanawia mnie jednak, jak długo można czuć chemię do kogoś, kogo się nigdy nie widziało? Czy długo można czuć podniecenie do mężczyzny, w którego ramiona nie można się wtulić? Bo czy nie jest tak, że nawet będąc tylko a może, aż kochanką wciąż mamy potrzebę czuć jego dotyk i zapach – bliskość ciała? A perspektywa wizji, że to nigdy nie nadejdzie nie jest zbyt atrakcyjna? Na jakiej zasadzie trwają takie spotkania? I kim ten ktoś po drugiej stronie jest?

Tak, więc czy decydując się na seks wyłącznie w sieci z góry musimy założyć dwie opcje, albo, że nigdy go nie zobaczysz, albo że uczynisz wszystko żeby doprowadzić do tego spotkania. Tylko czy warto? Czy nie lepiej pozostawić to tak jak jest, iluzją stworzoną na potrzeby chwili? Bo mam takie wrażenie, że nie wszystko złoto, co się świeci.

Z drugiej strony czy my kobiety potrafimy trwać w takim związku? Czy cynizm opanował nas aż tak dostatecznie mocno?

Pozdrawiam, Wioletta

Polecane artykuły