Co mają wspólnego emocje z zarządzaniem sobą w czasie?

Czy bywało, że zdenerwowałaś się i zignorowałaś wszystko, co miałaś do wykonania, by kolejnego dnia dziwić się samej sobie, że tak postąpiłaś? By kolejnego dnia być zmuszoną pracować podwójnie lub do późna w nocy i nadrabiać zaległości?

Jeśli tak – ten artykuł jest dla ciebie.

Wszyscy wiemy, że emocje często kierują ludzkim zachowaniem. Emocje istniały jeszcze przed powstaniem życia na ziemi. Co więcej – John Tooby i Leda Cosmides wskazują, że podlegają one ciągłej ewolucji w celu ułatwienia organizmowi adaptacji do zmieniających się warunków otoczenia. A ponieważ świat zmienia się w zatrważającym tempie, emocji wciąż przybywa. Emocje są czymś naturalnym; choć wspierają nas i chronią, zdarza się, że potrafią wyprowadzić z rytmu zaplanowanych działań. Co wówczas robić? Poddać się nastrojom czy postarać się je świadomie kontrolować?

Uważam, że odpowiedź na powyższe pytanie jest kwestią indywidualnego podejścia do życia oraz założonych planów i celów.

 

Zanim nauczyłam się, czym jest inteligencja emocjonalna, poddawałam się bezwiednie swoim emocjom (głównie tym, które wpływały na mnie destrukcyjnie). Brak zaspokojonej potrzeby kładł mnie do łóżka często nawet na kilka dni. Żal, smutek, rozpacz potrafiły wyłączyć mnie z życia. Przeżywałam swoje frustracje i porażki w sposób wyniszczający mój organizm. Po okresie – jak go nazywałam – „wewnętrznej żałoby”, po pożegnaniu się z marzeniami i planami trudno było mi zacząć ponownie funkcjonować. Pamiętam, że w wieku dwudziestu kilku lat nie mogłam się ze stratą pracy i przespałam bez jakiejkolwiek pobudki 48 godzin. Moja przyjaciółka i partner sprawdzali, czy oddycham. Po przebudzeniu nie interesowało mnie, jaki jest dzień, która godzina, czy istnieje szansa na ponowne zatrudnienie. Podobnie żyłam, a właściwie – wegetowałam – kolejne dwa tygodnie. Po tym okresie zaczęłam wracać do przytomności. To nie był odosobniony przypadek mojego poddawania się emocjom (jestem pewna, że trudno byłoby mi je teraz zliczyć!), ale ten powtarzający się cykl charakteryzowało jedno: jednoczesne uczucia zażenowania, wstydu przed sobą, żalu za straconymi dniami, a nawet złości na siebie, że reaguję w taki, a nie inny sposób. Zastanawiałam się, jak można marnować dzień za dniem, skoro na koniec i tak wszystko powoli się ułoży. Gdy po drugim rozwodzie zamierzałam pogrążyć się w depresyjnym stanie, zaczęłam się zastanawiać, gdzie byłabym dziś, gdybym brała odpowiedzialność za swoje życie, gdybym stawiała czoło swoim porażkom, gdybym działała, zamiast chować się w świecie marzeń i frustracji. Gdzie byłabym dziś, gdybym

wszystkie przespane dni wykorzystała na realizację założonego celu?

Inteligencja emocjonalna nie jest umiejętnością wrodzoną, co okazało się dla mnie zaskakująco dobrą nowiną. Można nauczyć się nie tylko rozpoznawać swoje emocje, kontrolować je, ale również uwalniać je w sposób świadomy, co w dużym stopniu przyczynia się do umiejętnego zarządzania sobą w czasie i zwiększa efektywną organizację. Ulegając tak jak ja niegdyś presji danej emocji, ludzie odpuszczają sobie i zaprzestają realizacji zaplanowanych działań.

Czy bywało, że zdenerwowałaś się i wszystko, co miałaś do wykonania, zignorowałaś, by kolejnego dnia dziwić się samej sobie, że tak postąpiłaś? By kolejnego dnia być zmuszoną pracować podwójnie lub do późna w nocy i nadrabiać zaległości?

Oczywiście bywają wyjątkowe sytuacje, gdy przyczyna zdenerwowania jest zbyt bolesna, aby można było przywrócić porządek dnia. W tak ekstremalnych przypadkach niejednokrotnie zalecam zmianę swojego harmonogramu i poświęcenie określonego czasu na przeżycie i uwolnienie wewnętrznych emocji.

Pamiętam, gdy po raz pierwszy poczułam się dumna z siebie. Choć stary nawyk pchał mnie do łóżka, postawiłam na swoim i zrealizowałam to, co zaplanowałam danego dnia. Skuteczność mojej rozwijającej się inteligencji emocjonalnej niejednokrotnie pozwoliła mi przełamać nabyty schemat radzenia sobie z emocjami. Praca nad swoimi emocjami nie jest łatwym zadaniem, ale rezultaty przerosły moje oczekiwania, dlatego szczerze polecam podjęcie takiego wysiłku.

Co jednak zrobić, aby nie poddać się rutynie własnych zachowań i mimo przeciwności działać według planu?

Po pierwsze, niezależnie od tego, czy ogarną cię złość, zdenerwowanie lub gniew – uwolnij te emocje. Powiedz głośno, że tak właśnie się czujesz. Następnie sprawdź źródło swojej emocji; czym ona naprawdę jest wywołana (pisałam o tym w poprzednich artykułach). Gdy staniesz się świadoma przyczyny swojej reakcji, zastanów się, czy owa przyczyna jest warta tego, abyś podała się jej całkowicie i zaprzestała realizacji swojego planu. Pomogą ci w tym dwa proste pytania:

Co zyskam, podając się danej emocji?

Jeśli poczujesz, że musisz mieć czas na ochłonięcie, to jest również dobra decyzja, ponieważ często pod wpływem emocji nie możemy się skoncentrować. Wszystko zależy od tego, jak długo chcesz taki stan przeżywać. Stan emocjonalny wpływa na nasze uczucia i powoduje, że często stają się one naszym nawykiem, dlatego im dłużej pozwalasz sobie na rozpamiętywanie tego, co się wydarzyło, i życie pod wpływem na przykład smutku, tym bardziej identyfikujesz się z tym stanem i tym trudniej jest się z niego wyrwać.

Co stracę, jeśli poddam się tej emocji?

Odkładanie czynności na później jest pewnego rodzaju zmorą, a kumulacja odłożonych zadań wywołuje stres i niepotrzebna napięcie. Co więc cenisz sobie bardziej i czy będziesz w stanie znieść presję czasu?

Naturalnie, że powrót do równowagi wymaga samodyscypliny i nie zawsze jest zgodny z tym, co w danym momencie podpowiada ci twoje ego, któremu chciałoby się – jak niegdyś mojemu – zaszyć pod kołdrą i darować sobie na przykład napisanie kolejnego artykułu. Ja jednak odczuwam większą satysfakcję w momencie, gdy staję w opozycji do chwilowych słabości. Zrozumiałam, że słabości zawsze mogą poczekać, podczas gdy moim pragnieniem jest być obecną Tu i Teraz bez roztrząsania przeszłości.

Lubię uczucie dobrze spożytkowanego czasu. Dlaczego? Nigdy nie wiadomo, ile mi go zostało.

Pozdrawiam, Wioletta Klinicka

Polecane artykuły