Cierpisz z miłości? O uzależnieniu w miłości. Inteligencja emocjonalna w miłości.

– Gdybym wiedziała, że pójście z nim do łóżka skończy się uzależnieniem, nie poszłabym. Ale przecież nie mogłam wiedzieć, no nie mogłam! – tłumaczyłam sama siebie.

– Tak, bo wtedy jeszcze nie czytałaś tych wszystkich mądrości. Wiesz, ten Wiśniewski i Wojciszke nieźle ci w głowie namieszali. Zamiast się cieszyć z centymetrów, jakie podrzucił ci los, analizujesz ten dar. – Rober nawet gdy się śmiał, z łatwością pokonywał kolejne metry. Ja ledwie mogłam oddychać.

– Już nic nie mówię – wysapałam.

– To palenie rzuć.

Zaczął biec tyłem, aby mi pokazać, jak to jest, gdy człowiek ma dobrą formę.

– Aleś ty mądry – skwitowałam. – Podaj mi receptę na rzucenie palenia, ale taką dla opornych.

Zatrzymałam się i kucnęłam.

– Dawaj, dawaj! – rzucił. Zaczął truchtać wokół mnie. – Najgorsze to zatrzymać się. Ruszaj się choćby minimetr, ale ruszaj!

– Nie mam już siły. – Rzuciłam mu błagalne spojrzenie. – Zatrzymajmy się.

– Wioletta, przecież wiesz, że jeśli się zatrzymamy, to potem trudno będzie się podnieść. Zaczęłaś, to się nie poddawaj. Przełam swoje zniechęcenie, pokonaj samą siebie.

– Hmm… Pokonałabym z chęcią, tak samo jak z chęcią przestałabym myśleć o Ivym. Ale nie mogę. I chyba pozwolę, aby wszystko samo się działo.

Ty znowu o nim…! Może zanim przestaniesz o nim myśleć, postarasz się chociaż o nim nie mówić?

– Żeby to było takie proste…! Odczuwam wewnętrzną potrzebę gadania o nim.

Położyłam się na trawniku, który zielenią i soczystością wprost zapraszał na mały relaks. Robert musiał się poddać. Przecież nie mógł w nieskończoność truchtać dokoła i patrzeć na z mnie z góry. Wziął łyk wody i spojrzał na mnie.

– Szkoda mi ciebie – zaczął. – Taka biedna jesteś. Jak los mógł tak sobie z ciebie zakpić? Jak mogłaś nie przewidzieć, że się zakochasz w…

– Nie kpij – wysyczałam. – Wiesz przecież, że jest ciężko.

– Tak, nawet bardzo ciężko, dlatego przed zaśnięciem myślisz o nim.

– Ty wiesz, co jest najgorsze? – Podniosłam lekko głowę.

– Co?

– Że chyba masz rację, bo każdego wieczoru poświęcam mu czas i tak się cieszę, że on o tym nie wie! – krzyknęłam radośnie.

– Nic już z tego nie rozumiem. Mówiłaś mi, że gdy człowiek jest zakochany, to całą energię kieruje do tej części układu limbicznego, gdzie jest zlokalizowana miłość jako emocja. Hipokamp, ciało migdałowate, jądro półleżące – te obszary świecą jak światła w Las Vegas. Natomiast w korze mózgowej przedczołowej panuje ciemność. To tam odbywa się myślenie…

– No i? – przerwałam mu te naukowe wywody. – No i co?

– Jak to: co? Ty myślisz, Wioletta! Ty myślisz!

– Od urodzenia – zadrwiłam.

– Skoro myślisz, to nie jesteś zakochana! – kontynuował. W przeciwnym wypadku tak byś nie analizowała.

– Już, już, geniuszu.

Teorie Roberta miały na celu tylko jedno: zatknąć mi usta.

– Wiemy już, że nie jesteś ani zakochana, ani cierpiąca. Gdybyś była zakochana, nie dostrzegałabyś jego wad i wybaczałabyś wszystko – i to, co robi, i to, czego nie robi. W ogóle chodziłabyś jak na haju. A ty mówisz o nim jak cierpiętnica, ale rozumna!

– Bo ja, Robercie, jestem nieszczęśliwie zakochana. I to nieszczęście pozwala mi dostrzegać wady…

– Ale bredzisz! Dobrze wiesz, że obszary odpowiedzialne za percepcję obrazu, czyli to, co widzą nasze oczy, są ciemne. Gdybyś była nawet nieszczęśliwie zakochana, to nie zauważałabyś jego wad i koniec! Stan zakochania powoduje, że cała energia znajduje się w układzie limbicznym, czyż nie?

– Hmm… – Wzruszyłam ramionami – Może pierwsze zauroczenie minęło i teraz to już uzależnienie? Może teraz chcę być zakochana i sztucznie podtrzymuję ten stan, aby mój mózg, gotowy na przyjęcie substancji szkodliwych, mógł się narkotyzować?

– Co?

– Przecież wiesz, że stan zakochania to chemia. Na początku pojawia się fenyloetyloamina. Chociaż w niesamowicie dużym stężeniu, jest bardzo niewielkich rozmiarów, co pozwala jej przenikać do każdej komórki naszego mózgu, wszystkich neuronów. I zaczyna się. Przeróżne reakcje, o których nigdy byśmy siebie nie posądzali. Ale to nie wszystko. Ta fetylka ma swój plan: krążąc wraz z krwią, aktywuje receptory, które drgają na powierzchni komórki i wyłapują kolejne substancje chemiczne.

– O jej i co z tego?

– Jak to: co? To zjawisko tłumaczy moje uzależnienie od miłości. Nie tłumaczy tylko uzależnienia od Ivy’ego, bo to mógłby być każdy inny facet.

– Niby czym tłumaczy? Chyba nie rozumiem.

– Oj, Robert, przecież wiesz, że fetylka pobudza receptory opioidowe, a opiaty to…?

– Wiadomo: morfina, heroina, koka…

– No właśnie, substancje narkotyczne.

– A zaczęło się tak delikatnie. – Robert uśmiechnął się i przygryzając źdźbło trawy, dodał: – Tak za darmoszkę się narkotyzujesz, Wiola.

– Rozumiesz teraz, dlaczego tuż przed snem myślę o Ivym, dlaczego o nim gadam przy każdej okazji.

– Nic nie dzieje się bez przyczyny. Naukowcy odkryli, że miłość uśmierza ból i uspokaja niczym morfina, ale też pobudza – jak koka i hera. Aż trudno uwierzyć, że się narkotyzujemy i nikt nam za to nie wlepi mandatu.

– Odkryto to jeszcze przed moimi narodzinami, a w siedemdziesiątym piątym roku nazwano uszczęśliwiającymi endorfinami. Czasami skutki tego uzależnienia są podobne do tych, które występują po zażyciu sztucznych opiatów. Słono przychodzi nam płacić za to uzależnienie. Może boję się tej kary, tego bólu, dlatego włączam myślenie? Przecież w efekcie i tak ulegam Ivy’emu, nawet gdy czuję do niego nienawiść, nawet gdy żal rozrywa mi serce. Choćbym w piątek go nienawidziła, i tak w sobotę ląduję z nim w łóżku. Może dzieje się tak dlatego, że opiaty produkujemy również wtedy, gdy przeżywamy ekstremalne stany? Cierpię i produkuję morfinę, która uśmierza ból związany z tym, że Ivy nie jest mój, że nie pisze do mnie co rano, pytając, jak się mam. I ta morfina… Chyba wytwarzam jej dużo, skoro gdy tylko go usłyszę albo zobaczę, to nawet zwykle „Halo” powoduje, że czuję wilgoć po wewnętrznej stronie ud? I jest mi już dobrze – do momentu, w którym powie: „Do widzenia”.

– Oj, coś tu kręcisz. Za dużo tych naukowych wywodów. Chyba można prościej o tym wszystkim opowiedzieć, na przykład: pocałunek jako bodziec, fenyloetyloamina w mózgu, dopamina, która wędruje do hipokampu, sygnał, że jest ci dobrze, sytuacja, którą zapisuje mózg i którą chce powtórzyć – i już jesteś w pułapce uzależnienia. Układ nagrody domaga się coraz częstszych i bardziej intensywnych powtórzeń. Jeśli ich nie dostarczasz, czujesz się i zachowujesz jak ćpun. A mówiąc językiem naukowców, jest to analogia. Ten sam schemat działa w naszym mózgu zarówno wtedy, gdy jesteśmy zakochani, jak i wtedy, gdy dostarczamy mu substancji odurzających.

– Ależ Robercie, my tylko sprawdzamy, czy teoria naukowa ma odzwierciedlenie w praktyce…

– I do jakich wniosków doszłaś?

– Że ma. Po drugie, gdybyśmy ubrali miłość w schemat, to teraz nie leżelibyśmy tu i nie dyskutowali. Nie byłoby rozmów i polemiki, wzajemnych dogryzań i żartów. Od wspólnych dywagacji i dzielenia włosa na czworo też jesteśmy uzależnieni. Szczególnie ty.

Robert spojrzał na mnie przeciągle, po chwili wybuchnął histerycznym śmiechem. Nie zmienia to jednak faktu, że aktualnie jestem uzależniona od zapachu, który Ivy pozostawia na mojej poduszce.

Wioletta K.

 

KSIĄŻKI:

Singielka

Miłość

KURSY

 

Recommended Posts

Skomentuj wpis