28. Zanim odszedłeś

Oceń stronę/wpis

– Powtórz, bo nie wierzę. – Robert jak zawsze kpił sobie z problemów, które widzę tam, gdzie on ich nie dostrzega.

– No co, przywitał się i zapytał, czy się dobrze czuję.

– Tak, masz stuprocentową rację: on uważa, że marudzisz, bo miałaś gorszy dzień. Dobrze, że nie pyta cię, czy przypadkiem nie masz PSM.

– Nie żartuj sobie, ja chciałam znać odpowiedź, bardzo chciałam…

– Chyba nie aż tak. – Śmiejąc się, Robert starał się przyciąć swój zarost. Stałam tak oparta o futrynę jego drzwi do łazienki i zastanawiałam się, dlaczego to nie łazienka mojego faceta. Na pocieszenie przyszła mi tylko jedna myśl, że może i Robert wolałby, żeby w tym progu stała jego kobieta, a nie przyjaciółka. Nie omieszkałam go o to zapytać.

– Oj, Wiola, grunt, że mam seks, reszta nieważna. – Spojrzał na mnie, a ja nie widziałam w jego oczach ani cynizmu, ani sarkazmu.

– Żartujesz? – Wyprostowałam się.

– Nie, patrząc na ciebie i twoje marudzenie facetom nad uchem, myślę, że chyba lepszym rozwiązaniem jest taki niezobowiązujący seks… – Robert dostał telefon i nie mogliśmy dokończyć tematu. Całe popołudnie skręcało mnie z niewiedzy, czy on mówił na poważnie – czy ja marudzę? Sto razy czytałam to, co napisałam do Ivy’ego:

 

Czujesz coś do mnie czy to tylko seks?

Po dwóch godzinach braku odpowiedzi dopisałam:

Nie będę obrażona, jeśli to tylko seks… może tak lepiej i dam ci spokój.

Po kolejnej godzinie ciszy następna moja wiadomość poszła po łączach:

Naturalnie czuję, że do mnie nic nie czujesz, ale chcę to usłyszeć albo przeczytać.

Czułam, to fakt niezaprzeczalny, że sama bym taką kobietę udusiła, ale z drugiej strony przecież to proste pytanie i można na nie prosto odpowiedzieć. Nawet jednym zdaniem. I jeśli napisałby, że tak, to tyko seks, sama mogłabym zdecydować, czy chcę się z nim spotykać tylko dla seksu, a może wcale tego nie chcę. I gdybym znała prawdę, że nic do mnie nie czuje, szybko bym sobie go wybiła z głowy.  – Ale, czy aby na pewno? – A tak trzyma mnie w niepewności

Zasypiałam, gdy natrętny telefon zaczął wzywać mnie do salonu: odbierz mnie, bo i tak nie dam ci spać! Wstałam i powlokłam swoje ciało.

– Kurczę, to ty? Śpię już, co się stało? Jesteś cały, zdrowy, nie leżysz w szpitalu, nie masz doła?

– Ze mną wszystko okej – odpowiedział trochę zdziwionym, ale zawianym głosem Robert.

– Kurczę, to po co mnie budzisz?

– Tak witasz przyjaciela? – usiłował żartować.

– No, a ty tak koniecznie chcesz mi coś powiedzieć?

– Tak, chcę, żebyś wiedziała, że lepiej mieć seks, niż go nie mieć, i lepiej z kimś, kogo się zna i lubi, niż znowu płakać, że nikt się nie trafia.

– Hm, to aluzja?

– Tak, aluzja. – Teraz to był głos stanowczy, a jego stanowczość poczułam na swoim kręgosłupie. – Mam nadzieję, że ją przeanalizujesz…

– Jutro będziesz miał kaca? – zapytałam, bo po chwili Robertowi ponownie z wielką trudnością język służył za komunikator.

– Tak, ale to nie problem, mogę spać do południa, jednak ty, ty nie będziesz mogła spać, jak go stracisz. Ty pamiętaj, że czasami lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu.

– Aha, czyli Ivy to taki wróbel?

– Oj, nie, głupiutka, twoja relacja to taki wróbel, ale, Wiolka, ty znasz bajkę o brzydkim kaczątku czy jakimś tam, znasz, prawda…?

– Tak, Robert, znam i chyba wiem, co mi chcesz powiedzieć. Proszę, idź już spać, pogadamy jutro. Wpadnę do ciebie po pracy.

– Ale obiecujesz? – Robert resztkami sił próbował mnie zmanipulować.

– Że co?

– No, że dasz mu szansę…?

– Pomyślę, dobranoc… buziaki.

– Dobranoc, moja kochana przyjaciółko.

I zamilkł. Wróciłam do łóżka i gdy nakrywałam się kołdrą, pomyślałam, że może rzeczywiście żaden seks nie jest rozwiązaniem… ale czy nasza relacja to bajka o brzydkim kaczątku, tego to już nie byłabym taka pewna…

Trudne relacje, trudny start, dwa niewyobrażalnie podobne uparte charaktery – czy warto inwestować w związek, w którym adrenalina kipi uszami? A może są pary, które nie potrafią inaczej funkcjonować w całej tej zawiłości uczuć? Może istnieją ludzie, dla których szczytujące emocje są jedyną formą urozmaicenia i to one podtrzymują namiętność?

Nie miałam wątpliwości, że Ivy nie traktuje moich pytań poważnie. Gdy próbował pytać o moje zdrowie i pobyt w Polsce, ja powróciłam do tematu uczuć.

 

Ja: Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. A może nie chcesz odpowiedzieć?

On: W tej chwili nie.

Ja: Co w tej chwili nie? Nie odpowiesz czy nic nie czujesz?

Na odpowiedź musiałam czekać kilka godzin. Była jednoznaczna.

On: W tej chwili nie mogę ci odpowiedzieć…

Zabolało. Nic nie odpisałam. Wyłączyłam telefon i przytuliłam go do serca, jakby w nim uwięziony był cały mój świat.

 

Chociaż wiem, że szpilki na nogach będę miała tylko przez dziesięć minut, to i tak je włożyłam. Patrzyłam w lustro na silną singielkę, która po raz kolejny będzie się uśmiechać i udowadniać, że jak ma mieć związek z kimś, kogo nie kocham do szaleństwa, to woli nie mieć go wcale. Nie mogę być z kimś tak upartym jak ja.

***

Gdy wszyscy mężczyźni zniknęli z mojego życia, jak mgła ustępująca nowemu dniu, poczułam, jak prostuje się mój kręgosłup moralny.

Te same ruchy, te same gesty i słowa. Z biegiem czasu wszystko musi stać się rutyną, moje życie też. Wiadomości już nie zakłócały mojej ciszy nocnej. I nie wiedziałam tylko, czy mam na nie czekać, czy pozwolić, aby mój umysł zajął się pracą, zarabianiem pieniędzy, poszukiwaniem nowych rozwiązań strategicznych dla marketingu. Ojej, jak ja nie cierpię marketingu. Pojechałabym do Afryki, zaszyła się w Wilii Doroty na Zanzibarze albo u Darka w Gambii, od czasu do czasu odwiedzając Heidi w Kapsztadzie, aby móc napawać się szumem ulic i teatralną sztuką.

Ale na razie to moje życie było nie jak akty, które rozbudzają wzruszenie, tylko jak cyrk, w którym występuje trzech klaunów i ja, baletnica kręcąca się jak porcelanowa laleczka na podstawie nakręcanej przez nich pozytywki. Może i w relacjach międzyludzkich należy zastosować narzędzie, które pozwoli wycisnąć z nich jak więcej dla siebie? Może trzeba się odpowiednio reklamować, aby odbiorcy otrzymali jasny komunikat, kim jestem i czego oczekuję, określić target – do kogo moja oferta w postaci moich uczuć jest skierowana, komu się przyda, kto może na niej skorzystać i dlaczego.

Kim jestem, co oferuję, czego oczekuję? Dlaczego i po co to robię? Jaki mam cel, plan, jakie mam zadania do wykonania? Jaki jest mój kierunek działań…? Może wówczas nie wpadałabym w pułapkę, szybko zweryfikowałabym, jak i z kim chcę żyć. Hm, gorzej by było, gdyby się okazało, że żaden z trzech zainteresowanych dziełem sztuki w postaci mojej osoby nie spełnia kryteriów, albo – jeszcze gorzej – gdyby żaden z nich nie był zainteresowany ofertą.

Wybór. Z tematu wyboru wyłonił się ten tekst, wyboru pomiędzy uganianiem się za porywami zdarzeń a stałością związku, jaki tworzę od czterdziestu trzech lat pomiędzy sobą a sobą.

Dziś chcę już tylko jednego: pogrążyć się w ciszy, jaką oferuje samotność, po to, aby móc usłyszeć, co jest dla mnie najważniejsze.

Witaj serdecznie,

bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam szczerą nadzieję, że pierwsze kartki, wzbudziły w Tobie nie tylko chęć śledzenia historii głównych bohaterów tej książki, ale przede wszystkim wzmożył się Twój apetyt na emocjonalną podróż w głąb umysłu kobiety po czterdziestce, która wierzy, że każdy ma szansę na miłość.

Książka, Zanim odszedłeś, którą w całości za darmo ofiaruję Ci na moim blogu, jest kontynuacją pierwszej części zatytułowanej, Miłość odmieniana przez przypadki. I jeśli już teraz chcesz dowiedzieć się, o czym, w każdą sobotę, niedzielę i środę będziesz czytać, zajrzyj na stronę dedykowaną pierwszej książce. Wystarczy, że dotkniesz zdjęcia.

Będę na Ciebie czekać.

miłość odmieniana przez przypadki

Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuje, że z nami jesteś,

Wiola

Masz jeszcze chwilę na relaks, więc naciśnij zdjęcie i wybierz coś wyłącznie dla siebie. 
opowiadania na zakręcie

Polecane artykuły