2. część nowej książki

(Dwa lata temu…)

Mijają dwa lata, a ja wciąż trwonię swoje noce na rozpamiętywanie każdego jego gestu, dotyku, spojrzenia. Łamią mi serce wspomnienia, aż do bólu, aż do wstydu, aż do takiego stopnia, że samej siebie mi żal. Gdybym umiała go nienawidzić za to, czego mi nie dał, za to, co mi odebrał, za to jego grzeczne pożegnanie, to dziś… nie miałabym o czym pisać. Tak, taka jest prawda. Miłość do niego może nie była szalona, od pierwszego wejrzenia… Może nawet, przyglądając się temu uczuciu z boku, miłość ta była w swej ostrożności wręcz wyrachowana, wypełniona spokojem umysłu i pożądliwością ciała. I, o ironio, wszystko zmieniło się w tamten sierpniowy dzień. Wkradło się szaleństwo, pożądliwość ciała ustąpiła histerycznym myślom. W mgnieniu oka dokonałam gwałtu na swojej ostrożności. Nie wiem, co do tej pory usypiało uczucia, że spokojnie drzemały pod powłoką obojętności. Przyćmiona wrażliwość wypełzła niczym wąż, który ma ochotę wygrzać się w promieniach słońca.

Moim promieniem przez te dwa lata była nadzieja, kruszejąca, gdy w codzienność wkradały się dramaty, przybierająca postać demona, gdy w swoich szponach trzymało mnie poczucie samotności. Niebywale przybierała na sile, kiedy zdarzało mi się wygrywać walkę z losem, i to wówczas oślepiała zmysły, ogrzewała serce i najpiękniejszymi barwami wypełniała duszę. Może nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale okazała się niezmiernie cierpliwa.

***

Nie wiedziałam, co jeszcze powiedzieć Robertowi. Pomimo wielu nie do mnie należących nocy, spędzonych na analizie i rozważaniu „za” i „przeciw”, nie znałam logicznych argumentów, które mogłyby go przekonać, że nie robię tego dla Ivy’ego, tylko dla siebie, z czystego egoizmu. Boże, jak ja bym chciała, żeby to był jedynie czysty egoizm, żeby to on mną kierował. Chociaż jeden jedyny raz być wyrachowaną, bezwzględną kobietą, kierującą się własną korzyścią.

***

(Dlaczego płakałam Robertowi w makiet)

Wykasowałam wszystkie wiadomości, a nie pamiętam, od czego się na nowo zaczęło. Pewnie do niego napisałam. Mniej więcej raz na kilka miesięcy, kładła mnie na łopatki chęć przypomnienia Ivy’emu o sobie, o tym, że jest tu, w Trewirze, ktoś, kogo zostawił – bez łzawego pożegnania, bez krzyków obijających się o ściany, bez oddechu uskarżającego się na los lub całej tej nienawiści żyjącej w związkach tuż przed wygaśnięciem resztki uczuć, których może nawet między nami nigdy nie było. No tak, bo jedyne uczucie, jakie dziś pamiętam, jest tym, które generowało moje poobijane serce, które sobie uroiłam. A może nie?

Najgorzej, gdy na karty biografii wkradają się przekłamania. Oszukują cię zmysły i zawodzi pamięć. Najgorzej, gdy barwisz każdą daną ci minutę i gdy podsycasz nierealne pragnienia. Oszukujesz podświadomość, tworząc obrazy, które nigdy nie były twoim udziałem. Najgorzej, gdy zaciera się granica pomiędzy fikcją a prawdą i nie wiesz już, kim jesteś.

***

(Dwa i pół roku wcześniej)

C.D.N

Wioletta K.

Recommended Posts