2.90

2.90

Las, ciemność, głuchy losu skowyt, biegnę. Coraz szybciej uciekam przed dniem wczorajszym, przed przeszłą sobą, przed gwarem uczuć, emocjonalnym rozstrojeniem. Na inną stronę przechodzę.

Po drodze kłody pod nogami zwolnić każą, przecież nie mogę! Nie mogę zatrzymać się w motłochu przeżyć, nie wypada, porzuciłam zachowania niezdroworozsądkowe, poddałam się logice. Teraz żołnierskim marszem lewa, lewa, głowa w kierunku nieba.

Ostrze bagnetu, ostre naboje w pogotowiu przeurocze słowa, którymi karmić innych trzeba. Oczy niewinne, oczy niewierne, usta szepczące, usta krzyczące, obrazy zaklęte, przeklęte wspomnienia usunąć należy.

Iść, iść, oby dalej, szybciej uderzyć od wroga, mocniej! Nie znać empatii znaczenia, nie mieć sumienia, wyrzec się Boga. Trwoga, nie trwoga, stawiać na siebie, nie brać pomocy, za którą i tak przyjdzie zapłacić, cena zbyt wysoka okazać się może.

Odrzucić sentymenty. Patrzeć w jedną stronę, po drodze ludźmi szafować, dziś ten, jutro tamten, brak zaufania pomoże. Egoizm pomnożyć, życie według swoich zasad ułożyć. Nie znać litości, brać, co kto może.

Uciekać w las, ciemność omijać, obserwować chmury, biec – do złoconych liter, wazonów kwiatów, łez wymuszonych, płyty kamiennej. Do… zapomnienia, do dnia wytchnienia, do tej minuty, gdy można być sobą.

Las, ciemność, głuchy losu skowyt, biegnę w inną stronę, a chciałam do ciebie.

Wioletta K.

Recommended Posts

Skomentuj wpis