2.71

2.71

Wstań, kochanie, proszę. Już późno. Nie możemy tu zostać. Wynająłem ten hotel tylko na tę godzinę. Gdzie twoja pomadka, którą usta swoje barwisz dla mnie? (Ona smutna). Wiem, że jesteś cała mokra i pragniesz mnie w ramionach trzymać. Ale już czas, proszę, wstań. Jutro też tu przyjdziemy, ukradnę dla ciebie odcisk klucza i jeśli nikt inny nie przyjdzie miłością przez godzinę się dzielić, my wkradniemy się w swoje serca i zapominając o innych, będziemy kontynuować podróż w głąb naszych umysłów. (Ona się uśmiecha). Gdzie twoja bielizna? Zatraciła się w miękkości pościeli jak my w lubieżności ogrzanych dłoni… Na dworze jest zimno, kochanie, owiń swoje gardło szalem, jakbyś nadzieję przyciskała. Wypij łyk rumu, co na dnie błyszczy oczu twych bursztynem. Chodź, kochanie, już późno, musimy iść stąd. Zrozum. (…) Oczywiście, że cię jeszcze przytulę, podzielę twój smutek, moja kochana. (…) Miłości moja, pomilczmy chwilę, a potem nie oglądaj się, odejdź, nie oglądaj się, ten żal też minie. Przeszłość już nie istnieje, to tylko alkohol tańczy w twoim mózgu niczym na zielonej łące motyle. Resztki podniecenia niech ucichną w chłodzie nocy. Pozwól nadejść przyszłości, jeśli chcesz, jutro znowu do ciebie przyjdę, aby wsuwać delikatnie palce w twoje włosy, pocałunkiem zamykać powieki, koralowe usta kciukiem przytrzymać. Patrzysz mi w oczy, które więcej mówią niż słowa. Serce mi się łamie pod naciskiem twojego spojrzenia. Idź, kochanie, idź, nie martw się o mnie – przyjdź jutro na kamiennej płycie układać kwiaty. (…)

Wioletta K. 

Recommended Posts

Skomentuj wpis