2.3 Miłość na kozetce – męski sposób kochania

Gdyby to było takie proste, gdybyśmy mieli tę umiejętność odczytywania cudzych gestów i pewność, że są szczere i wszystkim, co dana osoba jest w stanie nam ofiarować. Gdybyśmy patrzyli na ludzi przez pryzmat ich gotowości do poświęceń, a nie swoich oczekiwań, może wówczas miałabym o wielu mniej klientów i musiałabym dorabiać na boku?

Ivy milczał jak zaklęty. Chyba miał dość swojej otwartości przed jakąś Polką, turystką, która przyjeżdża do Maroko, by tułać się wąskimi uliczkami i siedzieć w cieniu hotelowych ogrodów, medytując. Może sam nawet siebie nie rozumiał, dlaczego aż go pali, aby mi o wszystkim opowiedzieć. A może podświadomie wybrał mnie sobie na powiernika?

– Nie chciałabym być niemiła, ale milcząc tak przy pustych szklankach, no wiesz, chyba głupio wyglądamy.

– Masz rację – powiedział stanowczo – wiesz, to chyba czas na obiad. Może coś dla ciebie, to znaczy dla pani, dla ciebie ugotuję. – Zaskoczył mnie, a raczej zaszokował. Co innego spotkać się w barze, a co innego iść do domu nieznajomego.

– Ojej, takiej propozycji się nie spodziewałam. – Wytrzeszczyłam w jego kierunku swoje zdumione oczy.

– No cóż, ja też się nie spodziewałem, że będę pani opowiadał o kobiecie, która jest gdzieś tam, może z kimś, a ja tu i nie całkiem bez grzechu i winy.

Przekonał mnie. Może to dość nieodpowiedzialne z mojej strony, ale gdy powiedział: „Jestem dłużny jej kolację i masaż. Masażu pani nie zrobię, ale ten obiad może, może w ten sposób spłacę dług”, wszystkie moje wątpliwości prysły. Może to moja ciekawość, może byłam pewna, że dowiem się więcej na temat miłości tych dwojga.

W domu piliśmy już tylko owocowe mikstury z lodem. On gotował, ja smakowałam, skanując przy tym porozwieszane na ścianie zdjęcia. Nigdzie, nigdzie ani śladu polskiego pierwiastka.

– Kim jest ta młoda kobieta? – zapytałam zaciekawiona, ale on właśnie odebrał dzwoniący telefon. Po tym, jak skończył świergotać w nieznanym mi języku, nasze rozmowy toczące się przez kuchnię i salon o wszystkim i o niczym złagodziły napięcie powstałe przy drinkach. Dopiero gdy zasiedliśmy do stołu, zaczął wspominać ich pierwszą wspólną kolację, pierwsze, niezgrabne podrywanie jej, ciemny korytarz i jej krzyk.

– Tylko ona potrafi mieć taki orgazm, tak go przeżywać, być tak autentyczną, dominującą, ale w pewnym momencie ulega mężczyźnie i wtedy wiesz, że jest twoja, należy tylko do ciebie. Cholerne złudzenie, złudzenie, po które wracałem i wracałem, i gdyby tylko… – Zamyślił się, a po chwili dodał: – Podejrzewam, że wiedziałem, że pragnie mnie całego, łącznie z tym cholernym całowaniem, przytulaniem, piciem kawy na mieście. Wiedziałem, że gdybym się poddał jej niemalże żądaniom, byłaby mi wierna. To znaczy tak czułem. Ale ja nie potrafiłem, nie wiem, czy brakowało mi odwagi, żeby złamać swoje zasady, zasady… Wiesz, dziś nie żałuję, że nigdy jej nie powiedziałem, że chcę ją tylko dla siebie. Nie żeby to miało urazić moją dumę, ale jakbym czuł pod skórą, że nie będę z nią mógł być, nawet nie mając pojęcia, że stanie się to tamtej jesieni, tak szybko, niespodziewanie. Ale przecież nie miałem wyboru. – Wstał i zaczął zbierać naczynia, nie tracąc czasu na patrzenie mi w oczy. Idąc do kuchni, zapytał: – Ma pani ochotę na lody?

– Ale obiecaj, że bez owoców. Tych chyba mam dziś przesyt.

– To zrobię z whisky.

Kiedy je przyniósł, spojrzał na mnie.

– Nie gniewa się pani – zapytał – że obarczyłem panią tą historią, a raczej swoim żalem?

– Ależ nie… – dałam mu pospiesznie odpowiedź, a on mnie ponownie zaskoczył.

– Wiem, że ma pani urlop, a tu trafił się pacjent. – Spojrzałam zaskoczona, ale on szybko odczytał tę emocję na mojej twarzy i uśmiechając się, i pokazując przy tym te swoje białe zęby, których można tylko pozazdrościć, powiedział: – Przecież umiem czytać. Tam, w sklepie, dała mi pani wizytówkę, chcąc jakoś utrzymać ze mną kontakt, aby podziękować za pomoc.

– O Boże, całkiem o tym zapomniałam. – Moje słowa zdziwienia wcięły się przed jego dalszą wypowiedź. On jednak spokojnie dokończył swoją myśl.

– No to spłaciła pani swój dług z nawiązką – zaśmiał się. Podobał mi się taki uśmiechnięty, było w tym tyle szczerości. On cały był przesiąknięty szczerością, gdy się złościł, gdy się śmiał i gdy był zadumany. Tylko tak mi się wydawało wówczas i tak zdaje mi się dziś, że zbyt mocno jest tą swoją konserwatywnością przesiąknięty, a może jest jedynie tradycjonalistą?

– Ona do Afryki się nie nadaje – wypalił nagle podczas rozmowy o jego pracy. – Nie mogłaby tu być, mieszkać przy mnie. Jest jak ptak, który uwięziony w klatce straciłby chęć do życia, a ona lubiła to cholerne życie, tam, w Niemczech, w Trewirze. Dla mnie to był ekonomiczny przymus, dla niej obcy kraj stał się domem. Tak zakochana w tym mieście, w tych ulicach… tak może kochać tylko ktoś wolny mentalnie, kto nie niesie za sobą bagażu wychowania…

Jadł te lody i rozmyślał. Chciałam wiedzieć o czym, ale tym razem brakowało mi odwagi, by zapytać. Wyglądał, jakby tęsknił za czymś, co zostało mu odebrane, za czymś, co jest odległe, zbyt odległe, aby zmienić daną sytuację, aby spróbować ją zmienić. Myślałam, w cieniu jego milczenia, co było przyczyną, że nie są razem, co się wydarzyło, dlaczego skoro ludzie się kochają w dwudziestym pierwszym wieku, nie mogą być ze sobą, dlaczego ona nie może jechać do Afryki albo dlaczego on jej tam nie chciał? Kiedy odłożyłam łyżeczkę, spojrzał na mnie.

– Jak długo mogłabyś mieszkać na Saharze? – zapytał.

– Na Saharze – powtórzyłam jak idiotka bez rozeznania, gdzie ta Sahara i co to w ogóle takiego.

– Jak długo: tydzień, dwa czy rok?

– Nie mam pojęcia. – Nie dał mi skończyć, tak jakby tylko on znał odpowiedź na to pytanie.

– Dziś już sam nie wiem, czy nie jestem z nią, bo zostałem wychowany w innej kulturze i to jest dla mnie ważniejsze od miłosnych uniesień, które przemijają. Miłość jest jak podmuch wiatru, na który się czeka, którego się wypatruje, o którym się rozmawia i przywołuje w pamięci w upalne południe, ale gdy już powieje, to popada się w melancholijny nastrój, bo wiadomo, że zaraz przeminie. Jeśli jest początek, to nastąpi i koniec. To jak z życiem, gdy się rodzisz, to znaczy, że kiedyś nadejdzie śmierć.

Zaskoczyło mnie to wyznanie ale nie na tyle, aby odebrało mi mowę.

– Ale pomiędzy narodzinami a śmiercią jest życie. Nie sądzisz, że należy je jak najlepiej wykorzystać pomimo świadomości przemijania, a może właśnie dlatego, że mamy tę świadomość… – Sama nie mogłam uwierzyć, że taka mądra myśl przyszła mi do głowy. Bo ileż to razy traciłam godziny, dni, a nawet lata na powolne umieranie, na czekanie na śmierć.

Naszą zadumę przerwało pukanie do drzwi. W progu stanęła młoda kobieta, której twarz zdobił promienny uśmiech. Ucałowała go trzy razy w policzek, a gdy przedstawił nas sobie, usiadłam z wrażenia.

– To moja żona…

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ogarnęła mnie złość. Czy to była złość na niego, czy na sytuację. Długo nie chciałam wiedzieć, długo nie potrafiłam zrozumieć, zaakceptować tej sytuacji, nie mogłam pojąć, kogo on oszukał: mnie, tej innej Polki czy swojej żony. Czy on umiał kochać, kogo kochał, jeśli potrafił, a może tylko siebie? A może, pomyślałam któregoś dnia, przebywając już w swoim eleganckim, przesiąkniętym europejskością gabinecie, popijając sok z pomarańczy wymieszany z awokado, był jak dziecko, które po prostu bało się zrezygnować ze swojego modelu świata. Może jednak coś i ktoś nas kształtuje i jesteśmy od dziecka zaprogramowani na to, aby żyć we własnej kulturze, i on bał się, że na tej Saharze to ona będzie tylko tęsknić. Może strach nie sparaliżował jego odwagi i uczucia, ale pobudził je, może przedłożył swoje szczęście ponad cudze?

Wzięłam do ręki zbiór wierszy, który podarował mi mąż na urodziny, i gdy tylko spojrzałam na zdjęcie autorki, przywołałam w pamięci moment, gdy wychodziłam od Ivy’ego:

– Posłuchaj – złapał mnie za rękę – czy możesz mi zostawić jej książkę? – Spojrzałam na niego taka zdumiona, że sama poczułam, jak zmieniły swój układ rysy mojej twarzy. I przypomniało mi się, że to Wioletta pisała o chłopaku z blizną nad prawym okiem. On pokiwał tylko znacząco głową: – Schiksal.

Wioletta K.

Już wkrótce kolejna historia.

Książka “Miłość odmieniana przez przypadki” na wyciągnięcie ręki. Dostępna w renomowanych księgarniach internetowych.

Sprawdź teraz:   https://oklinicka.com/ksiazki/

Pobierz w całości bezpłatny fragment warsztatu “Singielka – Od równowagi emocjonalnej do miłości”

Jesteś singielką? Chcesz coś zmienić? Nie wiesz od czego zacząć?

Zamów książkę – efektywny kurs kobiet – “Singielka. Od równowagi emocjonalnej do miłości”,  która jest gotowym narzędziem czekającym na kobiety takie jak Ty. Historie prawdziwe, kształtująca wiedza merytoryczna i łatwe oraz proste do wykonania ćwiczenia dają szansę  na nową jakość życia.

#singielka #emocje #kobieta #efektywnekursykobiet #relaks #kobieta

Zapoznaj się również z warsztatami w formie e-booków, które dla Ciebie przygotowałam w celu poprawy codzienności, nabrania pewności siebie i skuteczniejszego działania.

Już wkrótce ukażą się kolejne pozycje wydawnicze autorki, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku.

Pozdrawiam ciepło,

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Recommended Posts