2.2 Miłość na kozetce – męski sposób kochania

Czasami lepiej jest nie powiedzieć prawdy. Może nie tyle nie powiedzieć, co nic nie wspominać, gdy jest się niepytanym. Ale istnieją sytuacje, w których milczenie boli bardziej niż cios zadany pogrzebaczem prosto w kolano. Niestety, najczęściej trudno ocenić, kiedy milczeć, a kiedy mówić. Może to trudne, ponieważ zawsze wartościujemy słowotok i milczenie z naszej perspektywy, kiedy nam jest wygodniej, kiedy nam milczenie, a kiedy wypowiedzenie słów przyniesie psychiczne zyski…

– Jeśli pyta mnie pani tak wprost, to będę szczery. Tak, byłem zakochany w kobiecie z Polski. Nie jesteśmy razem, bo mnie coś wypadło, bo ona za późno mi powiedziała, że mnie kocha, a może nawet wiedziałem, to znaczy czułem, że mnie kocha. Ale tak sobie tłumaczę, że gdyby mnie na swoją miłość przygotowała, a nie zachowywała się jak facet w spódnicy – co ja mówię, ja jej chyba nawet w spódnicy nie widziałem. Ale tak, odrzuciłem tę miłość, spóźnioną, nierealną, kłamliwą, rozbitą o rzeczywistość. I ona na szczęście o tym nie wie i nie żałuję, że nie wie. Tego też by nie zrozumiała, przesiąknięta europejską mentalnością, nawet nie wysilała się, żeby zaakceptować fakt, że ludzie mogą mieć inne poglądy na sferę uczuciową, nawet nie przyszło jej do głowy, że ją kocham. Ale mojej miłości wcale nie muszę wyrażać na jej sposób, na sposób jedyny jej znany. I za tę nieznajomość albo niemożność akceptacji mnie karała, o i to jak, ale nigdy nie dowiedziała się też o tym, że mnie to bolało, bo niby po co?! – Jego ton głosu stawał się nadpobudliwy, ale nie poddał się gonitwie myśli, które pobudziłam do życia. Tak, jakby był na taką ewentualność przygotowany.

Nagle zatrzymał swój monolog i przyłożył zimną szklankę do skroni, którą uspokajał chłodem szkła. Miałam wrażenie, że zaraz ukarze siebie za to, że pozwolił sobie na uczucia, za to, że pijemy dopiero drugiego drinka, a emocje już wzięły nad nim górę. Za to, że poszedł ze mną do tego baru, za to, że wziął do ręki tę białą książkę, za to, że usiadł obok mnie, a może i za to, że zaproponował mi pomoc w małym, ciasnym sklepiku przy bazarze. Milczałam, by dać mu czas na gotowość do dalszej rozmowy. Cierpliwość zaprocentowała.

– Ona – urwał, a ja znowu poczułam, jakby zatrzymał coś tylko dla siebie. I gdy już to przetrawił w umyśle, usłyszałam kontrolowaną wypowiedź: – Ona jest bardzo dziwną istotą. Może to mnie w niej pociągało. Ale dziwność kiedyś ustępuje… Ustępuje, prawda? Powszednieje? Czy nie jest tak, że przyzwyczajamy się do niej i staje się normalnością?

Nie wiedziałam, o co mu chodzi. No, rozumiałam, że człowiek do pewnych zachowań innej osoby może się przyzwyczaić, ale co to ma wspólnego z jej spodniami, z tym, że myśl o niej tak go zdenerwowała, o niej jako o kobiecie przejawiającej pierwiastek męski.

– Jeśli tego nie celebrujemy, to chyba tak – powiedziałam coś mądrego, aby go zaskoczyć, a właściwie zmusić do refleksji. Takie nieetyczne zagrywki, ale on przecież nie miał pojęcia, że rozmawia z psychologiem z wyboru.

– Hm – fuknął – nie mógłbym przez całe życie celebrować jej zachowania, nie dałbym rady. Czy pani wie, że ona mówiła mi o tym, że sypia z innymi? – Szybko zasłoniłam dłonią usta, by mi się nie wyrwało „o kurwa”. – Tak, ale co było najgorsze? To, że to była moja wina! Ona mnie za to ciągle obwiniała, nawet nie musiała tego mówić, wystarczało jej spojrzenie, zawiedzione oczy wręcz krzyczały, że skoro się i tym razem nie poświęciłem, nie dałem jej wszystkiego, to może nie dziś, może jutro, gdy jej ciało już nie będzie mną pachnieć, drżeć… Ale zrobi to, zrobi to na pewno, zadzwoni do niego, tego innego i od progu odda mu swoje usta, a potem całą resztę, która mogłaby należeć tylko do mnie. A ja pomiędzy spotkaniami z nią, gdy już mijał entuzjazm, cichła namiętność, a wzrastało pragnienie, czułem się jak zbity pies, taki, który, i tak wiedział, że do niej zadzwoni, gdy tylko minie złość. – Mrużył oczy, jakby odtwarzał w pamięci obrazy. Gdy przewrócił koleją kartę z przeszłości, zaskoczył mnie. – Przecież to nic, że uprawiałem z nią seks w prezerwatywie… – Urwał na chwilę. – Czy pani może sobie wyobrazić, że dopiero gdy wróciłem do Maroko, dopiero gdy zacząłem za nią tęsknić, zrozumiałem, że ona przecież całym swoim ciałem, dłońmi, ustami dotykała innych! Ironia człowieczej natury! Pewnej nocy nie mogłem zasnąć i to tamtej nocy zapragnąłem przy niej być, nie tak jak wówczas, gdy byłem w Trewirze, nie tak jak wówczas, gdy mogłem wsiąść w samochód i do niej pojechać… Od tamtej nocy tęsknię za nią inaczej. Ironia – zaśmiał się – dopiero gdy człowiek traci coś, co na pozór wydaje się nieważne, nieistotne, gdy powracamy do rutyny, wówczas… – I znowu powtórka. Gdy tylko zauważał, że zmienia barwę głosu, a oddech szaleje, przywoływał siebie do porządku. Jakie to musi być uciążliwe – pomyślałam – tak bronić się przed rozładowaniem napięcia, tak maskować i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie mogłam tego zachować tylko dla siebie i bez ogródek powiedziałam:

– Dlaczego się powstrzymujesz, przecież mnie nie znasz? Nikomu nie powiem, co tu usłyszę, dlaczego gdy tylko słowa wyrywają ci się przed myśli, to je ucinasz? – I zamilkłam, bo kim ja jestem dla niego, żeby mu dyktować, jak ma się zachowywać, skąd ja wiem, co dla niego lepsze. On rozdrapie przy mnie rany, ja wyjadę, a on będzie krwawić. No tak to wygląda w wielkim uproszczeniu. Trzeba pozwolić rozmówcy milczeć, gdy tego chce, i słuchać go, gdy tego potrzebuje.

– Niech pani nie zadaje mi takich pytań. – Nagle wyrwał mnie z moich rozmyślań. – Ja nie potrafię i nie potrafiłem zrozumieć tej mentalności. Dlaczego o uczuciach się mówi? Proszę zobaczyć, jak pod wpływem tej rozmowy się zachowuję, jak jakiś świrus. Czy nie wystarczy okazywanie uczuć? I dlaczego zawsze jest mało i mało? – Wiedziałam, że on wcale nie mówi o mnie i o moim pytaniu. – Mnie też jej było mało, ja też miałem pragnienia. Chciałem chociaż raz usłyszeć jej śmiech, taki, który wywołał w niej ktoś inny, taki, jak słyszałem minutę przed naszym poznaniem. Też chciałem, aby ze mną czuła się tak swobodnie, żeby chciała rozmawiać. Wie pani, że my nigdy nie mieliśmy o czym rozmawiać, a przez telefon, gdy ją taką śmiejącą się obserwowałem, zanim ją zaczepiłem, mówiła jak najęta, żartowała, była taka swobodna. Przy mnie nigdy, a jednocześnie i mnie blokowała swoim zachowaniem, wciąż i wciąż czułem się przy niej jak uczeń. Nigdy nic nie mówiła, ale kurczę, jak już coś powiedziała… – Wziął ponownie książkę do ręki i cisnął nią o stolik, jakby to miało ją zaboleć. Może miał taką nadzieję.

Gdy patrzyłam na jego twarz, analizując poszarpane informacje, które mi przekazał, wzrok mój przykuła jego blizna nad prawym okiem. Jego milczenie dało mi czas na przeszukanie mojej pamięci. Blizna nad prawym okiem, o bliźnie nad prawym okiem, chłopak z blizną nad prawym okiem – za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie ja ostatnio słyszałam o bliźnie nad prawym okiem, ale dałabym się pokroić, że słyszałam.

CDN.

Wioletta K.

Klikam i czytam cz. 2.1

 

Książka “Miłość odmieniana przez przypadki” na wyciągnięcie ręki. Dostępna w renomowanych księgarniach internetowych.

Sprawdź teraz:   https://oklinicka.com/ksiazki/

Pobierz w całości bezpłatny fragment warsztatu “Singielka – Od równowagi emocjonalnej do miłości”

Jesteś singielką? Chcesz coś zmienić? Nie wiesz od czego zacząć?

Zamów książkę – efektywny kurs kobiet – “Singielka. Od równowagi emocjonalnej do miłości”,  która jest gotowym narzędziem czekającym na kobiety takie jak Ty. Historie prawdziwe, kształtująca wiedza merytoryczna i łatwe oraz proste do wykonania ćwiczenia dają szansę  na nową jakość życia.

Zapoznaj się również z warsztatami w formie e-booków, które dla Ciebie przygotowałam w celu poprawy codzienności, nabrania pewności siebie i skuteczniejszego działania.

Już wkrótce ukażą się kolejne pozycje wydawnicze autorki, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku.

Pozdrawiam ciepło,

Wioletta K.

Trener Integracji Personalnej

Recommended Posts