4. część nowej książki

„Mogę dla ciebie ugotować kolację i zrobić ci masaż. Zrobiłbym dla ciebie wszystko”. Cóż za banalne podrywanie, śmieszne… No więc pośmiałam się jeszcze z dwojgiem nieznajomych, wyluzowana, stałam tam i chichrałam się – bo czemu nie? Przecież żaden z nich nie wywoływał migotania moich przedsionków, skurczów tchawicy czy zwilgotnienia macicy, więc mogłam być sobie taką słodką idiotką i sobą, naturalną, naturalnie paplać, jak przed chwilą z Bonjowim. Paraliż mięśniowy tego wieczoru, tej nocy przysługiwał tylko jednemu obiektowi: Willy’emu.

Na sali zrobiło się mrocznie i tłoczno. Gdy ja marzłam na zewnątrz, w środku skończyły się lekcje, a pomiędzy spocone i zbyt przylgnięte do siebie ciała, w które wtłaczano coś na rozluźnienie, wkradała się wolność. Uwielbiam taki naturalnie wypływający erotyzm – pomyślałam i sama, popijając rum za samotnych, wtopiłam swoje ciało w rozgrzewającą się atmosferę. Puściłam wolno pożądanie skierowane do Willy’ego, na rzecz siebie samej, na rzecz tu i teraz, na rzecz doświadczania bycia w rzeczywistości – coachowie byliby ze mnie dumni. Kilka razy mój „odlot” przerwał podpity Camel – Robert by się śmiał. Robert by powiedział, że potwierdza się jego reguła: „gdy tańczysz, to przerywają ci tylko samobójcy albo pijani”. „Wszystko przez tę aurę, Wioletta, aurę wolności wymieszanej z wywyższaniem swojego ego” – tak sobie raz pozwolił, no i za to ego sobie nagrabił, bo ja się nie wywyższam, ja tylko kocham tańczyć – sama!

Resztka rumu wyparowała z mojej szklanki. Uśmiech Camela mówił sam za siebie: może on też chciał zobaczyć, czy na dnie kryje się diabeł? Na chwilę skierowałam wzrok na tego drugiego, Ivy’ego. To wówczas pomyślałam, że Ivy’emu nieładnie jest w zimowej kurtce, odbiera mu urodę, która dopiero teraz się uwydatniła, i tę dumę (której nie dostrzegłam przed chwilą gdy na dworze przypalał mi papierosa) wyrażaną całą postawą, ciemnymi oczami i majestatycznie wystającą grdyką. Godność to, ambicja czy pycha? Poczułam się zdezorientowana. Normalnie pomógł mi się truć – pomyślałam i udałam, że to nie na niego patrzę.

No cóż, w pewnym momencie odezwał się i mój wiek, i moja urażona duma, a także brak cierpliwości. Czekać do końca, aż coś się wydarzy, aż może łaskawie Willy podejdzie i zaproponuje mi… cokolwiek zaproponuje. O nie! W jednej chwili zamówiłam taksówkę i… niestety mogła mnie stamtąd zabrać dopiero za dwadzieścia minut. Hm, dwadzieścia minut to szmat czasu, a na pewno wystarczająco długo, żeby zrobić głupotę. Więc nie obeszło się bez wyprostowania pleców, uniesienia podbródka i chociaż nie było oficjalnego przywitania, poszłam się z Willym oficjalnie pożegnać. Podobnie jak dwa tygodnie temu i dziś przerwałam mu taniec z kimś, tylko nie za mną. Wydukałam w jemu znanym języku, że idę do domu i życzę mu miłej dalszej zabawy. Jego przekrzykujące muzykę słowa: „zadzwonię do ciebie po pracy” obudziły we mnie bestię, która dopiero w domu mogła pozwolić sobie na zianie ogniem złości, gniewu i obruszenia. Zadzwoni, chyba łańcuchem, skoro nawet nie ma mojego numeru telefonu! Idiota, krzyczałam, gdy w domu zdejmowałam z siebie kolejną część ubrania. Miałam wrażenie, że dopiero teraz cały wypity rum aktywował się w moim umyśle.

Zasnęłam w makijażu. Czułam się bardzo skrępowana, gdy o szóstej rano obudziło mnie wideo połączenie. Nie mogłam wierzyć ledwo uchylonym oczom. Może to przez posklejane powieki, a może moja wyobraźnia lub niepochamowane pragnienie płatają mi figle. Nie, to pewnie sen – myślałam w pośpiechu, ponieważ nie mogłam wierzyć, że oto on paraduje całkiem nagi, taki piękny, taki czekający na mnie, taki chcący, abym wstała, ubrała się i do niego przyjechała. Co on sobie myślał? Że tak posłusznie pobiegnę, bo on tam jest taki nagi, taki piękny i mnie chce?! No cóż, miał rację, pobiegłam, to znaczy pojechałam. I chociaż uczucie, jak to jest z nim być, jak to jest zdobyć to, czego się chciało, jak to jest, gdy on jest we mnie, dawno zapominałam, nigdy przenigdy nie będę żałować, że pomimo protestów zgodziłam się i pojechałam do Willy’ego. Nigdy nikt inny nie pokazał mi, czym jest seks tantryczny, nigdy nikt inny nie przekonał mnie, że bariera językowa nie ma znaczenia i że można chwilę po tym zniknąć z czyjegoś życia na zawsze, pozostawiając po sobie nie do opisania pozytywne wrażenie.

– Rodzimy się, aby umrzeć, Robercie – spuentowałam historię, którą opowiedziałam mu z detalami. – Ale w tym czasie zbieramy doświadczenia, kolekcjonujemy emocje, inicjujemy zdarzenia, kreując swoje życie.

– No, no, ty lubisz, jak twoje życie jest szalone, obłędne, rozwiązłe.

– No wiesz? Dlaczego od razu rozwiązłe?

– Och, tak tylko mi się wymknęło…

Może Robert miał trochę racji… Lubię rozwiązłość, ale jak historia pokaże, tylko do pewnych granic i tylko dlatego, że ta miłość prawdziwa, powodująca, że uginają się nam kolana, ta, przez którą cierpimy, tracimy zmysły, ta, która serce rozrywa i skleja, omijała mnie szerokim łukiem.

***

Na dwa tygodnie utraciłam swój niemiecki numer telefonu. Wcale mi to nie przeszkadzało, bo oprócz przypadkowo poznanych w sieci facetów nikt go nie posiadał i zapewne nikt nie próbował go użyć. Po uaktywnieniu go okazało się, że nikt oprócz tego jednego.

C.D.N

Wioletta K.

Autorka książek:

“Miłość odmieniana przez przypadki”

“Singielka. Od równowagi emocjonalnej do miłości”

I wielu kursów dostępnych na stronie:

Kursy

Recommended Posts