Co zrobić, aby wyrwać się z iluzji, nie poddać się zniechęceniu?

Iluzja a celowość życia

Temat iluzji okazał się bardzo chwytliwy. Tydzień po rozmowie telefonicznej Robert stanął w moich drzwiach.

– Patrz, widzisz tę monetę?– brzmiały jego pierwsze słowa.

– No.

– Czary-mary i nie mam jej. – Rozpierała go duma.

– Długo się nad tym męczyłeś? – Patrzyłam kpiąco na jego zadowoloną minę.

– Cały tydzień moja droga, a w samolocie stałem się najbardziej popularnym pasażerem.

– No, wyobrażam sobie.

– No dobra, a teraz zajrzyj do kieszeni swoich spodni.

– O, Robercie, ale z ciebie iluzjonista, ale może lepiej naucz się pomnażać monety, to później podwoisz moją pensję.

– Znikanie mi bardziej przypadło do gustu –powiedział Robert z lekkim żalem w głosie. Oczywiście po chwili odgryzł się:–Bo to jak z Ivym: był i zniknął.

– Tylko go w kieszeni nie mam. Weź ustaw te buty w jakimś porządku alfabetycznym.Właściwie to nie mogłeś najpierw jechać i zawieźć tych walizek do hotelu? Robisz bajzel. – Zrobiłam się nagle nerwowa.

– O ty zołzo. To ja lecę, w dosłownym tego słowa znaczeniu, żeby cię zobaczyć, a ty już masz mnie dość!?

– Tak, leciałeś tylko po to, żeby się pochwalić nową sztuczką i przypomnieć mi, że oprócz ciebie nie mam nikogo.

– Maleńka, przecież masz…

– Ciebie? – zadrwiłam.

– Nie… ja jestem, ale rozejrzyj się: masz syna, sąsiadów, do których biegasz w szlafroku, Danusię, rodziców, którzy są szczęśliwi, że ty jesteś, i lubisz bardzo swoją nową bratową.

– Może, Robercie, to iluzja, może ich nie mam…– marudziłam, wstawiając wodę na kawę. – Wiesz, mam ponad setkę kontaktów w telefonie, a gdy się pakowałam, nie mogłam skorzystać z ani jednego. Wiem, że nigdy nie byłam zbyt kontaktowa, że miałam ścisłe grono znajomych, ale chyba zbyt ścisłe. Nawet ty akurat wylegiwałeś się w rzymskim łóżku z tą, jak tam jej?

– Alicja – odburknął, ale przytulił mnie tak mocno, że mogłabym mu nawet Hawaje z Alicją wybaczyć. – Po chwili dodał: – Malutka, przecież wiesz, że przyjaciele nie są od pakowania kubków, a od rozmów i ocierania łez.

No i co? Musiałam zacząć się śmiać.

Po godzinie i wypiciu dwóch lampek wina znowu bezczelnie wdarł się temat iluzji.

–Jestem przekonany, że Covey ma rację: to, co nas odciąga od spokoju i harmonii – jak to on ujął: dwie kłody rzucane nam pod nogi – to duma i zniechęcenie. I niestety, Wiola, ale teraz to ty przejawiasz obie te cechy. Jesteś zniechęcona i nie dziwię ci się, a przy tym tak cholernie dumna.

–Hm, chyba nie o takiej dumie pisał Covey?

– Daj ten podręcznik. – Robert zaczął przeglądać moją skromną bibliotekę w poszukiwaniu Najpierw rzeczy najważniejsze.– Patrz, czytaj: Zniechęcenie to brak życiowej odwagi. No jej ci nie brakuje, ale dalej – wtrącił swoje trzy groszeRobert.– Wynika z tego, że budujemy swoje życie na iluzji zamiast na prawidłowych zasadach, ponosimy konsekwencje wspinania się po drabinie opartej na niewłaściwej ścianie. Twoja praca to niewłaściwa ściana – uzmysłowił mi Robert. – Wymyśliłaś sobie, że możesz się poświęcić przez rok, że ta praca pozwoli ci się zaaklimatyzować w Trier. Okazało się jednak, że szczęście odczuwałaś jedynie w chwili rozliczenia wypłaty. Ja wiem, Wiola, że pieniądze są ważne w życiu, że bez nich nie wydałabyś ani jednej książki, ale jeśli już sama składasz siebie na ołtarzu, to może niech chociaż ludzie, z którymi współpracujesz, są tacy, z jakimi chcesz pracować. Jeśli pracujesz na czyjeś marzenia, to niech ta osoba będzie w twoich oczach tego warta.

Wtrąciłam się w ten monolog:

– A może to jednak moja wina, że wciąż mam problemy z pracodawcą? Może nie wystarczy, że klienci są zadowoleni? Może powinnam…

– Czy wówczas byłabyś szczęśliwa? Gdybyś zacisnęła zęby? A, i nie dałaś mi skończyć. Ta praca dawała ci pieniądze, ale kradła cały czas, którego część powinnaś przeznaczyć na pisanie. Bo skoro nie piszesz, to jak masz zacząć na tym zarabiać? To była iluzja, twoje wyobrażenie. Spójrz na obecną sytuację z innej perspektywy: pół roku to była twoja lekcja, teraz wyciągnij wnioski. Pracę znajdziesz – i to zapewne już jutro, tylko teraz pamiętaj o swoich celach. I zaczął czytać dalej: [zniechęcenie] Przychodzi wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni, wyczerpani, gdy ogarniają nas wątpliwości, nie udają się nam kontakty z innymi, gdy się nie rozwijamy.To dotyczy ciebie, Wiola: gdy się nie rozwijasz, cierpisz. Nie widzimy sensu życia i nie mamy poczucia celowości. O, to jest ważna wiadomość dla ciebie: Przychodzi, gdy przyjąwszy ograniczającą perspektywę jednego dnia, gubimy się w natłoku pilnych spraw, gdy w momentach wyboru nie potrafimy postępować zgodnie ze spójnością wewnętrzną. O tym właśnie mówiłem. Dalej Covey pisze o odwadze, czyli o przeciwieństwie zniechęcenia, o tym, co zrobić, aby czuć się tak, jak ty się chcesz czuć. A to zdanie jest według mnie puentą całego wywodu: Gdziekolwiek jesteśmy, najlepszym sposobem na wzbudzenie w sobie odwagi i entuzjazmu jest wyznaczenie sobie jakiegoś celu i osiągnięcie go, złożenie sobie obietnicy i dotrzymanie jej. Niezależnie od tego, jakiej wagi to będzie cel czy obietnica, zaczniemy wierzyć, że w momencie podejmowania decyzji zachowamy spójność wewnętrzną. Pisze o tym, aby chociaż przez jeden dzień spróbować. Może wystarczy po prostu wstawać rano wcześniej, przedkładać „umysł nad materac”.

Rozbawiło mnie to sformułowanie: „umysł nad materac”. Czasami faktycznie dokonujemy „wygodnych wyborów”, a potem żyjemy udręczeni własnym zachowaniem. Tworząc plany, powinniśmy odciąć się od złudzeń, wyzbyć się oczekiwań, że ktoś coś za nas zrobi, że wszystko przyjdzie samo. Przestać żyć w iluzji, która, owszem, przenosi nas w świat wymarzony, ale tylko wymarzony. Po otwarciu oczu okazuje się, że to tylko złudzenie, a nasza rzeczywistość stanęła w miejscu. Inaczej być nie może, bo przecież nic w kierunku jej ulepszenia nie zrobiliśmy.

Co jestem w stanie osiągnąć dzięki zasobom, które posiadam?

Ja, nie inni. Jeśli ktoś nam pomoże, to OK, ale nie można na zasobach innych ludzi budować swojego wewnętrznego spokoju i zadowolenia.

Co zrobić, aby wyrwać się z iluzji, nie poddać się zniechęceniu i dumie?

Może zaczniesz od utworzenia deklaracji misji? To taki twór, który napiszesz i będziesz czytać każdego dnia – co i dlaczego pragniesz dla siebie. Następnie zrobisz sobie plan działania i będziesz małymi krokami przechodzić od iluzji do rzeczywistości. Przedłożysz swoje rzeczywiste dobro nad iluzję, w którą uciekasz. I co ważne, będziesz dostrzegać rezultaty: gdy czegoś nie zrobisz, dowiesz się dlaczego, gdy zrobisz, nagrodzisz siebie, co pomoże ci uwierzyć, że zaczynasz żyć w zgodzie ze sobą, i dostrzeżesz, jak zniechęcenie oddaje pole odwadze i wierze w siebie.

Ciąg dalszy nastąpi…

Wioletta K.

Ps.

Książka „Miłość odmieniana przez przypadki” na wyciągnięcie ręki. Dostępna w renomowanych księgarniach internetowych.

Jesteś singielką? Chcesz coś zmienić? Nie wiesz od czego zacząć?

Zamów książkę – efektywny kurs kobiet – „Singielka. Od równowagi emocjonalnej do miłości”,  która jest gotowym narzędziem czekającym na kobiety takie jak Ty. Historie prawdziwe, kształtująca wiedza merytoryczna i łatwe oraz proste do wykonania ćwiczenia dają szansę  na nową jakość życia.

Zapoznaj się również z warsztatami w formie e-booków, które dla Ciebie przygotowałam w celu poprawy codzienności, nabrania pewności siebie i skuteczniejszego działania.

Już wkrótce ukażą się kolejne pozycje wydawnicze autorki, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku. 

Pozdrawiam ciepło. 

Wioletta K. 

Trener Integracji Personalnej. 

 

 

Recommended Posts
Showing 2 comments
  • Janka
    Odpowiedz

    Lubię Roberta 🙂 To taki trzeźwo myślący przyjaciel Wioletty, który sprowadza ją na ziemię. Jeśli chodzi o iluzję w życiu, to rzeczywiście bierze się ona z przedkładania „umysłu nad materac” czyli „wygodnego wyboru”. Wybieram to, co wydaje mi się lepsze , co gdzieś widziałam i o czym słyszałam, ale nigdy nie sprawdzałam na sobie. Nie przeliczam swoich sił na swoje zamiary, tylko sobie wyobrażam, jaka jestem fajna i jak daleko zajdę. A rzeczywistość trzeszczy. Moim zdaniem, trudno jest podejmować w życiu odpowiedzialne decyzje nie błądząc ani trochę w obłokach. Deklaracja misji może w tym pomóc. Widzę to tak, że obieram sobie cel i dążę do niego swoją drogą. Ważne jest solidne uzasadnienie, które nie pozwoli mi się wycofać ani skręcić w bok. No i te małe kroczki. Chyba muszą być małe, bo dzięki nim jest czas na zastanowienie się. Dlatego zdejmuję bajkowe siedmiomilowe buty i zostaję w swoich pantoflach. Zapisuję , jak udaje mi się zrealizować poszczególne punkty planu. Spodziewam się, że po dotarciu do celu, jestem zadowolona, Udaje mi się samodzielnie i po mojemu zrealizować plan. Po mojemu to znaczy korzystając z moich zasobów. Mam swoją studnię ze swoimi zasobami i mogę z niej czerpać w razie potrzeby. Nie muszę się bać i mogę uwierzyć w siebie. 🙂 Pozdrawiam

    • Wioletta Klinicka
      Odpowiedz

      Bardzo mądre postępowanie. Najważniejsze to pozostać sobą i patrzeć wstecz tylko po to, aby utwierdzić się we własnych przekonaniach.
      Pozdrawiam 🙂

Skomentuj wpis